Co chciał(a)byś w podziękowaniu za opłacenie składki na serwer?
#202838 | Dodano: 16.03.2012 19:45:32
srutututu
(x⊕y)² = x²⊕y²
(x⊕y)² = x²⊕y²
#202839 | Dodano: 16.03.2012 19:51:15
Nie mam z tym styczności, jak niektórzy z moich znajomych, ale, powiedzmy, oni są związani z tym miejscem.
Jest w Łodzi, na obrzeżach, pewien dom (zasadniczo dwa domy). Budynki znajdują się na ulicy Złotno, czyli na skraju miasta, odległe od innych, w szczerym polu, można rzecz. Jeden wygląda w miarę normalnie, prócz szczegółów. W wybitych oknach stoją manekiny, a w gęstej trawie walają się wielkie, gipsowe maski teatralne. Wrażenie - przerażające. Drugi dom znajduje się parę metrów dalej, jest o wiele bardziej zdewastowany (okoliczne lumpy chadzają tam na randki z tanimi winiaczami, nie wiem, jak oni się nie boją, mnie ciary w tym miejscy przechodzą). Dom ma kilka teatralnych rekwizytów, na przykład wielkie wskazówki zegara zawieszone na ścianie. Z układu domu pamiętam trzy pokoje - jeden kompletnie zagracony, z zawaloną do połowy podłogą, inni prawie całkowicie zaciemniony i trzeci, z szafą, śmieciami i wielkim lustrem. Ten trzeci jest specyficzny, zamykany był kiedyś na siedem ciężkich skobli, zardzewiałe resztki wciąż tam się znajdują.
Domy odkryli moi znajomi, od tego czasy troszkę im się życie poprzekręcało. Dwójka z nich niemalże zawaliła szkołę, bo wciąż i wciąż wracali do tego miejsca. Dwóm parom spierdzieliło się życie uczuciowe - jedni dosłownie skaczą sobie teraz do gardeł, z drugą parą nie jest najlepiej. Mniejsza, wypadki losowe. Miejsce jest naprawdę niepokojące. Gdy pierwszy raz tam byłam, mocno cierpiałam na zatoki - weszłam do domu i łeb mnie zaczął napierniczać. Minęło, gdy się oddaliliśmy. Przyglądałam się odbiciu w lustrze - widziałam wyraźnie cały korytarz, całą drogę prowadzącą do zawalonego pokoju. Po kilku minutach ledwie co widziałam własne odbicie, tak zmatowiała była tafla. To była pierwsza wizyta. Przysięgłam sobie, że tam nie wrócę, że to miejsce za mocno przyprawia mnie o dreszcze. Lecz gdy znaleźliśmy się na imprezie na działce nieopodal tego miejsca, musiałam tam iść, nie było mowy, aby ludzie sobie poszli beze mnie. Ciemno było, trochę popiłam, ale gromadą poszliśmy tam. Im bliżej znajdowaliśmy się "ruin" (tak nazywamy to miejsce między sobą), tym mniejszą miałam ochotę na wizytę. Przy ścieżce prowadzącej bezpośrednio do domów, zgłupiałam do reszty i zabroniłam komukolwiek tam iść. W drodze powrotnej odwracałam się jak głupia, bo miałam wrażenie, że ktoś się na nas gapi. Potem gadałam z koleżanką, która odkryła to miejsce i jest z nim mocno związana - obserwowano nas. Ona podobnież widzi znajdujące się tam... ciężko to nazwać. Może i to są duchy. Wspominała ona kiedyś o co najmniej pięciu. Wałęsają się tam bez celu, dla tych, którzy te miejsce odkryli, są albo obojętni, albo złośliwi. Może to i bajeczka, może i nie, ale znaleźli tam parę dziwnych symboli, nie wiem, aż tak mnie w to nie wprowadzali. Znam kilka osób, prócz nich, którzy robili wycieczkę w ruiny, jedni nie czuli absolutnie nic, innym towarzyszyło jednak niepokojące uczucie (np. moja przyjaciółka, która dostała istnej obsesji na punkcie jednego przedmiotu tam się znajdującego). Teraz zarzekam się, że nie polezę tam po raz kolejny, ale pewnie nie dotrzymam słowa.
Rozpisałam się, prawie jak przy pisaniu feuernoweli :> Historia oparta na faktach. :]
Elias, wach auf, du lebst einen Traum!
#202841 | Dodano: 16.03.2012 19:56:09
#202845 | Dodano: 16.03.2012 20:01:57
Elias, wach auf, du lebst einen Traum!
#202858 | Dodano: 16.03.2012 21:06:59
'Hallo Berlin'
#202883 | Dodano: 16.03.2012 21:51:38
Elias, wach auf, du lebst einen Traum!
#202909 | Dodano: 17.03.2012 01:23:10
Kiedyś, kiedy miałam około 14 lat, moja koleżanka miała dość poważne problemy rodzinne. I mówiła, że zaczęli śnić jej się jacyś mężczyźni. Nie mieli twarzy ani nie za bardzo było widać w co są ubrani. W tych snach krzyczeli na nią, bili ją, wozili na wózku inwalidzkim po zakrwawionych szpitalach itp. Raz u niej spałam, więc widziałam jak w środku nocy budziła się i mówiła, że widzi wisielce albo ludzi w pokoju. Wiadomo, że była "wyrwana" ze snu, ale potrafiła krzyczeć, że kogoś widzi aż do rana. Jej rodzice nie wiedzieli co robić (a ja bałam się, że mi też coś takiego się przytrafi). Później przestała zostawać sama w domu lub wychodzić z niego bez towarzystwa. Kilka razy, kiedy byłyśmy w szkole lub mieście, ona mówiła że kogoś widzi i zaczynała krzyczeć, uciekać, szarpać się itp. Wątpię, żeby udawała, bo było widać, że się boi i prosiła rodziców o egzorcystów. A kiedy rodzinne problemy zostały rozwiązane, przestały jej się śnić takie koszmary. Nie wiem co to było i do dziś mnie to ciekawi: tylko podświadomość, sny wywołane przez stres, czy rzeczywiście jakieś duchy? Mimo, że moja koleżanka miała takie koszmary, wierzcie mi - oglądanie tych wszystkich sytuacji było jak najstraszniejszy horror.
Because in all of the whole human race there are only two kinds of men. There's the one staying put in his proper place and the one with his foot in the other one's face












