#186040 | Dodano: 05.12.2011 11:41:19
Tymczasem, przy tym tempie przygotowań, nie zanosiło się na odnalezienie Feuerfrauen jeszcze w tym stuleciu.
A teraz jeszcze Ollie z jego przeczuciami.
- O tu! - Mistrz Joł przyłożył dłoń do żołądka. - Wyczuwam zawirowania chakry...
- Lepiej się zastanów, co jadłeś na śniadanie... - mruknął sceptycznie Flake. Ollie rzucił mu spojrzenie wściekłej łani.
- Za grosz uduchowienia! Profan! - warknął i wyszedł z pokoju, powiewając kimonem.
Trzasnęły drzwi i do salonu wtoczyli się Paul i Schneider, obaj mokrzy od stóp do głów, Schneider jeszcze lekko posiniały na twarzy. Stanął na środku pokoju i otrząsnął się jak pies wodołaz, kaskada kropel poleciała na wszystkie strony, mocząc starannie porozkładane z powrotem części do wihajsterka.
- Wooooon mi stąd z tą wilgocią! - zawył rozpaczliwie Flake. - Wooon natychmiast!
- Bo co? - Schneider schylił się i z ciekawością wziął do ręki jeden z elementów. Delikatna konstrukcja z soczewek, drucików i kryształków zalśniła w świetle lampy. Flake wstrzymał oddech.
- Odłóż to - syknął. - Odłóż to na miejsce, powoli i ostrożnie. Ostrożnie, powiedziałem!
Ale już było za późno. Schneider pośliznął się na resztkach Ryśkowego olejku, wrzasnął, zamachał rozpaczliwie rękami i klapnął na tyłek, rozgniatając diodki, ekrany, piprztyki i soczewki, plącząc kable i rozlewając różne dziwne śmierdzące substancje.
Flake jęknął i wystartował w stronę najbliższej ściany, by walnąć w nią głową. Na szczęście w połowie drogi złapał go Till.
- Wszystko stracone - załkał klawiszowiec, zwisając bezwładnie w silnym uścisku kolegi. - Wszystko. Schneider, ty łamago!
- Przepraszam... - Schneider wyglądał, jakby za chwilę miał umrzeć na galopujące wyrzuty sumienia. - Przepraszam, znów wszystko spieprzyłem, wiem...
Till puścił Flaczka i dwoma wielkimi krokami podszedł do perkusisty (miażdżąc po drodze te części wihajsterka, które jeszcze zmiażdżone nie zostały). Jednym szarpnięciem uniósł go i huknął o ścianę, wielkie łapsko zacisnęło się na gardle przerażonego Dooma.
- Ty. Sobie. Grabisz. - Głos Tilla brzmiał, jakby przemawiał wprost z czeluści meinteilowego kotła. - Grabisz sobie coraz bardziej, Schneider.
- Zostaw go... - Flake uspokajająco poklepał Tilla po ramieniu. - Przemyślałem to i... mimo wszystko jeszcze nie wszystko stracone. Nie zbudujemy wihajsterka sami, ale możemy...
- No? - warknął Till.
- Ukraść go, oczywiście. Wiem, gdzie znajduje się prototyp.
Till puścił Schneidera, który osunął się po ścianie i siadł, krztusząc się i masując zmaltretowaną szyję.
- Jak mi jeszcze raz coś spier**lisz! - warknął groźnie Lindemann. - Ukraść? No to chyba nie obejdziemy się bez tego twojego fachmana, Paul. Dzwoń po niego, ale już!
***
Kiedy Rammcio dotarł na miejsce i zameldował się w Rammwilli, był już późny wieczór. Zespół siedział w salonie, oglądając telewizję - w miarę zgodnie, walki o pilota wybuchały tylko mniej więcej co pół godziny. Rammcio rozejrzał się dyskretnie, rejestrując obraz mniejszych lub większych zniszczeń, jakim uległo mieszkanie, ślady spalenizny na ścianach i tym podobne dowody świadczące o tym, że tradycyjna impreza po powrocie z trasy nie różniła się wiele od poprzednich. Odstawił swą walizkę w kąt, uścisnął dłonie wszystkim ramsztajnowcom i z chłodem i opanowaniem godnym prawdziwego króla kasiarzy (całe popołudnie mantrowania "To tylko spotkanie biznesowe, to tylko spotkanie biznesowe" wreszcie przyniosło rezultaty) zapytał, o co właściwie chodzi.
- Mamy dla ciebie robotę! - wypalił Paul. - Pilną! Musimy ukraść elektrospektromagnetofiubździudekognitywator inwigilacyjny, który pomoże nam odnaleźć nasze Frauen!
Rammcio zdziwił się lekko. Tyle zachodu dla jakichś Frauen, podczas gdy stada groupies uganiają się za chłopakami dzień i noc, tylko brać? Nie okazał tego jednak - nie na darmo latami budował swą reputację Człowieka, Którego Nic Nie Zaskoczy.
- Dobra - skinął lekko głową. - Ale tym razem, panowie, tir z wódką nie starczy. Moja cena to... - tu wymienił kwotę, od której Tillowi zbielały przekrwione oczy, a Schneiderowi wyprostowały się loćki.
- Że co? - wrzasnął oburzony Richard. - To zdzierstwo!
Rammcio podszedł do niego bliżej i spojrzał chłodno prosto w oczy.
- Jeśli chcesz mieć dobre efekty, musisz zatrudnić fachowca - wycedził. - A fachowcy kosztują. Skoro uważasz, że jestem za drogi - trudno. I tak mam bardzo napięty grafik zleceń. Ledwie udało mi się wyskrobać te parę dni dla was. Wyłącznie ze względu na starą przyjaźń.
Blefował, ale tak właśnie trzeba było. Jeśli ma wzbudzić szacunek, musi sprawiać wrażenie niezastąpionego.
- Rammciu, kwestię ceny jeszcze uzgodnimy - wtrącił się Paul, rzucając królowi kasiarzy znaczące spojrzenie. - Sam wiesz, że mamy nóż na gardle. Zgódź się, proszę, a nie pożałujesz...
Rammcio udawał jeszcze chwilę, ze się zastanawia.
- No dobra - rzucił w końcu niedbale. - Skoro tak bardzo wam zależy... Gdzie jest to elektrospe... tfu, jak to nazywacie?
- Po prostu wihajster - uśmiechnął się Paul. - Znaczy, zgadzasz się?
- Musimy jeszcze wynegocjować warunki - powiedział Rammcio tajemniczo. - Ale to potem. Na razie - gdzie to jest?
- Tu! - zawołał Flake, który nie wiedzieć skąd wyciągnął wielką mapę i przypinał ją właśnie na ścianie. Rammcio podszedł bliżej i serce zabiło mu mocniej, gdy zobaczył, jaki punkt wskazuje kościsty palec klawiszowca.
TO miejsce. TEN budynek. Od lat chciał go obrobić, ale jakoś się nigdy nie składało. Nigdy nie mógł skompletować ekipy! Wszyscy uważali, że to jest absolutnie niemożliwe. Cóż, oni tego nie wiedzą - pomyślał. - I to jest plus. Uczeń jubilera przeciął cenny diament, bo nie wiedział, że się nie da - a oni pomogą mi włamać się TAM.
W jego umyśle zamajaczył ciemny, futurystyczny budynek, sterczący groźnie jak wieża Orthanku nad samym brzegiem morza.
Centrum Sterowania Wszechświatem.
http://kura.pinger.pl/
http://www.sierzantundsaper.fora.pl/
http://niezatapialna-armada.blogspot.com/
http://www.sierzantundsaper.fora.pl/
http://niezatapialna-armada.blogspot.com/
#186071 | Dodano: 05.12.2011 14:09:40
Jechali, jechali, w końcu dojechali. Otworzyły się drzwi samochodu, frauen jedna po drugiej, tak samo markotne, wysiadły. Przed nimi rozpierało się w przestrzeni skrzyżowanie baru Titti Twister z socrealistycznym urzędem - niemiecki burdel nie wyglądał dobrze, ale przynajmniej jego wygląd uzasadniał pobyt alfonsów w miejscu rodem z horrorów klasy b. Przestępcza ekipa zaczęła poganiać dziewczęta. Bez przekonania przekroczyły próg; powitała je tłusta burdelmama z jorkiem na rękach.
- Och, dzień dobry, dzień dobry, moje słodziutkie - zaświergotała, pokazując zdekompletowane uzębienie. - Jakże się cieszę, że będziecie tu pracować, dawno nie znalazłam tak wielu nowych pracownic na raz - tu oblizała się z obleśnym uśmiechem. - Gut, gut - tu już macała skrzydła Mewy, która coś wymamrotała pod nosem. - Oh, nie denerwuj się, mein Schatz, będziesz doskonale pasować do naszego małego freak show. Za noc z takim dziwadłem nasi klienci chętnie słono zapłacą... - tu tłusta burdelmama wyraźnie się rozmarzyła.
- Zaprowadzić do pokoju z Małą Syrenką? - zapytał jeden z alfonsów. Burdelmamę wyraźnie to zdenerwowało. Trzasnęła wyciągniętą z kieszeni wygnięcionego fartucha smyczą, zdzieliła mężczyznę kilkakrotnie po twarzy.
- A co to, zapomniałeś, że masz siedzieć cicho? - burdelmama nie podniosła przy tym głosu. Sutener nie wyglądał już na tak pewnego siebie jak wtedy, gdy go poznaliśmy.
- Przeprasz...
- Ruhe!!! - kobieta najwyraźniej chciała być bardziej przekonująca, bo trzask smyczy znów rozległ się w powietrzu. W końcu wróciła do oglądania dziewcząt. - Ty wyglądasz egzotycznie - zwróciła się do Sayuri. - Mamy klientów, co lubią takie egzotyczne pukanko, akurat dla ciebie jak znalazł. Ty - pokazała palcem na Klaudię - chyba niepełnoletnia jesteś, co? Przebierzemy cię za pensjonarkę, w warkoczykach z kokardkami będzie ci bardzo do twarzy. Oh, Helmut i Heinrich lubią takie dziewczęŧa. A może dziecko jesteś dziewicą? - zainteresowała się nagle. - To by było jeszcze lepiej, dziewictwo chodzi po naprawdę dobrych pieniądzach.
- E, no, eee - Klaudia nie była w tym momencie mistrzynią elokwencji.
- Spokojnie. Dobre z ciebie dziecko, nie chcesz tak przy obcych. Porozmawiamy później - burdelmama uśmiechnęła się do swoich myśli. Spacerowała wzdłuż rządka, w którym ustawione zostały fojerfrauen. Przypatrywała im się dokładnie, próbując ocenić, do czego się nadają.
- Lubisz pejcz, tak? - zwróciła się do offcy. - I tak militarnie się nosisz... - nie skończyła, bowiem jej uwagę przykuła Lucy. - Ty. Nadajesz się na dominę. Przebierzemy cię w lateksowe szmatki. Faceci uwielbiają, jak takie harde laski leją je po tyłkach. Ciebie przebierzemy za chirliderkę, będziesz wyskakiwać z walizki - pokazała na Lunatikerin. - Ty będziesz robić za sekretarkę - palec pokierował się na stoktos - a ty za kowbojkę - tym razem trafiło na Djurę. - Ale ale. Sprzątaczka. Nasi klienci lubią przebranie sprzątaczki. Nadasz się - wybór padł na rudą. Burdelmama była zadowolona. Chodziła przed frauen, które wyglądały na nieźle przestraszone. Sytuację przerwał pies, który niespodziewanie zaczął wiercić się na rękach właścicielki.
- Manuel. Dopilnuj, żeby trafiły gdzie trzeba - kierowniczka nagle straciła zainteresowanie dla sprawy.
Kilka minut później dziewczęta, już rozdzielone, siedziały w swoich pokoikach. Zabrano im telefony i wszystko, co uznano za zdatne do samoobrony. Dostały szczegółowe instrukcje, co mają ze sobą zrobić, i przykaz, by za godzinę były gotowe do przyjęcia klientów. Typ, który odprowadzał je do miejsc przeznaczenia, każdej pokazał niedużą, dla niewtajemniczonych niewidoczną kamerkę ulokowaną nad drzwiami.
- Lepiej nie fikaj, mała, bo z pokancerowaną buźką skończysz w Haweli.
feed your dreams to fishes
#186163 | Dodano: 05.12.2011 17:22:50
- Nosz kuuu... - Klaudia zakryła Wełniastej usta by burdelmama jej nie usłyszała. Dziewczyna dała jej znak, że ma być cicho. Gdy weszły do pokoju Offca pierwsze co zrobiła, to zaczęła się nabijać z warkoczyków koleżanki. To był cios poniżej pasa. Zdenerwowana "pensjonarka" podeszła do okna i mocnym pchnięciem rozbiła go nogą od krzesła -Jaaaa cię nie poznaję! - zdziwiła się offca. Dziewczyna ja tylko zmierzyła wzrokiem i kawałkiem szkła odcięła swoje diabelskie warkoczyki. Jej włosy nigdy nie były wybitnie długie, ale teraz są już całkiem krótkie. Przy okazji zrobiła nacięcie przy sukience bo za bardzo nie mogła się w niej ruszać.
- ZRÓBMY ROZPIŹDZIEL! Pożałuje za to ta cała burdelmama! - zdeterminowane Frauen ruszyły do swojej prześladowczyni, ale po drodze pozbierały resztę dziewczyn. Wszystkie były żądne zemsty. Brakowało tylko jednej osoby...stoktos. W jej pokoju nikogo nie było. Po cichu sprawdziły wszystkie pokoje, ale ni chuchu po przyjaciółce. Nagle usłyszały jakieś głosy dochodzące zza rogu. Wszystkie przybrały pozycje obronne. Wyszli zza niego ochroniarze ze stoktos. Uśmiechnięta dziewczyna rozpromieniała na widok FeuerFrauen. Ochroniarze już chcieli sięgnąć po broń.
- Ehhhh i żeście mi wszystko zepsuły... - dwoma mocnymi ciosami obezwładniła mężczyzn i odebrała im broń - Pomyślałam że może się przydać
- Pffff, szkoda tylko że sama dobrze się bawiłaś, a my siedziałyśmy bezczynnie w pokojach! (...) - Sayuri wykrzyczała wszystko i jeszcze więcej co jej leżało na sercu - Nie bierz tego do siebie. Zdeterminowane dziewczęta ruszyły do "gabinetu" burdelmamy.
#186191 | Dodano: 05.12.2011 18:28:13
- Dokładnie! - Rammcio klasnął w dłonie i rozmarzył się na samą myśl o tym wspaniałym miejscu.- W Centrum Sterowania Wszechświatem znajdują się prototypy najbardziej futurystycznej technologii.- Till zagwizdał przeciągle, skrzyżował ręce na wielkiej piersi i trzepnął czarną grzywką. Oliver niechętnie oderwał wzrok od okna i pomacał kieszenie kimona, były tam, gdzie być powinny. Wyjął kluczyki Audicy i pogładził je pieszczotliwie.- Musimy dostać się do Berlina, później polecimy moim prywatnym samolotem prosto do Londynu. Muszę odwiedzić przyjaciela i przygotować sprzęt.
- Rozgrzeję auto.- zaproponował Ollie i czym prędzej wyszedł z Rammdomku.
- Zanim wyruszymy muszę zadać wam jedno zayebiście trudne pytanie.- Rammcie złowrogo zmrużył oczy i powiódł chłodnym spojrzeniem po chłopakach.- To bardzo ryzykowna operacja. W Centrum Sterowania Wszechświatem dzieją się dziwne rzeczy, nigdy nie możemy być pewni tego, co tam zastaniemy. Czy jesteście gotowi zaryzykować to, co najcenniejsze? Czy jesteście gotowi poświęcić się całkowicie dla tych Frałen? - atmosfera zgęstniała. Myśleli, że już podjęli decyzję. Guzik prawda, dopiero teraz tak naprawdę zastanowili się nad konsekwencjami. Till pobladł, z twarzy Paula zniknął niewinny uśmiech, Sznajder i Flake spuścili wzrok. Nagle Richard wyszedł przed szereg, dumnie wypiął naoliwioną pierś, położył prawą dłoń na sercu i zamknął wymalowane oczy.
- Jestem gotowy poświęcić żel. - rzekł uroczystym, charyzmatycznym tonem. Skoro on mógł, to oni też.
- Prowadź.- odparł krótko Till.
- Jest tylko jeden warunek.- Rammcio rozpromienił się i ochoczo klasnął w dłonie.- Paul zajmie honorowe miejsce w moim samolocie.- po tych słowach wyjął z kieszeni marynarki komórkę, wykonał szybki telefon i ponownie się uśmiechnął. W kilka sekund później drzwi Rammvilli zostały wyważone i do pomieszczenia wbiegło dwudziestu rosłych mężczyzn uzbrojonych po zęby.
- Panie prezydencie.- wielki murzyn w czarnych okularach i równie ciemnym, wręcz hebanowym garniturze, skłonił się potulnie.- Limuzyna czeka.
- Jedźcie za mną, będziemy mieli rządową eskortę.- cóż mieli czynić? Zrobili to, o co prosił Rammcio. Jedynie Till nie mógł pozbyć się dziwnych myśli, które chyżo ganiały mu po głowie. Skąd Paul zna prezydenta?
Wyjdź na dwór, może pod twoim blokiem napier**lają się magowie!
#186263 | Dodano: 05.12.2011 19:57:44
- Domu, gdzie jesteś? - zawołała z nadzieją, ze dom sam da o sobie znać i przestanie się tak błąkać jak skończony debil.
Konstancja Nina
#186376 | Dodano: 06.12.2011 07:50:32
- Посмотри, патриотический элемент - zarechotał jeden z goryli. Chwilę później spoważniał i wymierzył siarczysty policzek offcy. Dziewczyna od razu rozpoznała przeciwnika. Papuszka najwyraźniej miał rację, kiedy powtarzał, że dopadnie dziewczynę wszędzie - i widać rozciągało się to także na dopadnięcie zza grobu.
- Ruska mafia - wymamrotała ni to do siebie, ni to do dziewczyn. Ciszę, która zapadła, przerwało jeszcze jedno plaśnięcie. Dywan przyozdobiła kolejna czerwona plama. Pozostałe fojerfrauen zrozumiały powagę sytuacji; nie kopniakiem i nie uśmiechem się stąd wydostaną.
- Starczy! - wydała komendę burdelmama. - Widzę, żeście głupsze niż sądziłam. Nie wydostaniecie się stąd tak łatwo. Możecie się wykupić, o ile odpracujecie koszty, jakie poniosłam, płacąc tym oto dżentelmenom, którzy was przywieźli. Nie próbujcie więcej się wygłupiać, bo i tak was złapią. Jeśli oczywiście będziecie się upierać, to stąd wyjdziecie, ale nogami do przodu. Verstanden?!
Tłusty babsztyl rozdzielił kilka kopniaków swoim najwyraźniej podkutym kapciem. Przechadzał się z wolna, spoglądając na dziewczęta.
- Ty i ty - palec wskazywał na Klaudię i offcę. - Nie potrzebuję tu żadnych wichrzycielek. Pojedziecie do tureckiego burdelu, tam się wami odpowiednio zajmą. I to takiego, klientom którego nie będzie przeszkadzać zdefasonowanie waszych twarzyczek.
To był sygnał dla dwóch rosłych drabów, którzy zarzucili sobie skrępowane dziewczyny na plecy i wynieśli je z pomieszczenia.
- One dostaną nauczkę. A wy... Wy się pilnujcie. Nie próbujcie uciekać. Nie próbujcie się ze sobą kontaktować... Raus!
Na te słowa burdelmamy ochroniarze zaczęli wyprowadzać srogo wystraszone dziewczyny. Jedynie Lucy wyglądała na potrafiącą zebrać myśli. Jej spojrzenie mówiło - sytuacja jest poważna, musimy działać rozważnie. Ale nie była pewna, czy reszta towarzyszek niedoli odebrała sygnał właściwie.
Tymczasem w rammdomku, w którym trwało nerwowe pakowanie - nerwowe, gdyż bezwzględny Rammcio nakazał każdemu zabrać ze sobą jedynie niewielki plecak, co, jak możemy się domyślać, było dla niektórych niemałym wyzwaniem - rozległo się pukanie. Otworzył Till, który spakowany i gotów do walki o swoją offcóś, warował przy drzwiach. Trochę się zdumiał, gdyż za drzwiami ujrzał zupełnie sobie nieznaną kobietę z dzieckiem na ręku, która nie czekając na "proszę" przekroczyła próg i oświadczyła:
- Jestem Matka Polka. Będę tu mieszkać.
feed your dreams to fishes
#186379 | Dodano: 06.12.2011 09:09:35
- Chłopaki, mamusia przyjechała! - oznajmił. Bez odzewu jednak. Dla reszty pojawienie się dziwnej tej niewiasty w kożuchu, roztaczającej wokół siebie apetyczną woń wędzonki, zdawało się takim samym zaskoczeniem, jak dla niego. W dodatku ani pozostali ramsztajnowcy, ani Rammcio, ani żaden z rammciowych ochroniarzy nie przyznawał się do pokrewieństwa.
- Odsuń się chłopcze i wpuść mnie! - zakomenderowała tymczasem kobieta, głosem nieznoszącym sprzeciwu. - Taki duży, a taki niewychowany!
Till, nadal osłupiały, wykonał rozkaz, w ostatniej chwili powstrzymując się, by nie trzasnąć obcasami i nie zawołać "Jawohl!". Matka Polka wkroczyła do Rammwilli i krytycznym spojrzeniem ogarnęła pomieszczenie.
- Ależ tu macie burdel, chłopcy! - stwierdziła z dezaprobatą. - Wstyd! Ty! - wskazała palcem na Richarda - ty idziesz po mopa i wiaderko. Ty jesteś wysoki, pościerasz kurze z żyrandola - nietrudno się domyślić, komu przypadło to zadanie.
- Ale... ale my wyjeżdżamy... - zaprotestował słabym głosem Flake. Matka Polka groźnie zmarszczyła brwi.
- Wyjeżdżacie? I chcecie zostawić cały ten bałagan na mojej głowie? Absolutnie nie ma mowy! - Zmierzyła Flaczka spojrzeniem od stóp do głów. - Przede wszystkim, nigdzie nie pojedziecie, zanim nie zjecie porządnej kolacji! Zwłaszcza ty, chudzinko! - szorstką ręką poklepała klawiszowca po policzku. - No dobra. Zajmij się małym - powiedziała, zdejmując Bazyla z pleców i sadzając go Schneiderowi na kolana. Perkusista wrzasnął, gdy małe, tłuste łapki wczepiły się w jego włosy i szarpnęły mocno.
- Nie strasz mi dziecka! - ofuknęła go Matka Polka. - No, pobawcie się z nim, a tymczasem mamusia przygotuje wam coś dobrego... Gdzie jest kuchnia?
- Tam... - wykrztusił Rysiek, wciąż nie bardzo ogarniając, co się wokół niego dzieje. Kuchnię zresztą nietrudno było zlokalizować - zastarzała woń spalenizny, parówek ósmej świeżości i dziwacznych przypraw stanowiła nieomylny drogowskaz.
- Mamusia...? - powtórzył Till. - Mutter?
- Może być i Mutter - łaskawie zgodziła się Matka Polka. - Ech to wasze germańskie narzecze...
- Mutter... Mutter... - W oczach Tilla zalśniło wzruszenie, jakby przypominał sobie odległe czasy własnego dzieciństwa. - Mutter! Gib mir... gib mir...
- No? - pogoniła go zniecierpliwiona MP.
- Gib mir Bigos! - wyszeptał Till i opadł na krzesło z uśmiechem pełnym szczęścia.
[jeśli mogę mieć małą prośbę do pozostałych współpisaczy o nieruszanie na razie wątku wyprawy po wihajsterek, pliz pliz?]
http://kura.pinger.pl/
http://www.sierzantundsaper.fora.pl/
http://niezatapialna-armada.blogspot.com/
http://www.sierzantundsaper.fora.pl/
http://niezatapialna-armada.blogspot.com/
#186487 | Dodano: 06.12.2011 19:06:14
Stoktos ze zdenerwowania gryzła paznokcie niemalże do krwi. Nie mogła wysiedzieć w miejscu, zsunęła się więc z miękkiego łóżka ozdobionego brokatowo-czerwoną narzutą i zaczęła krążyć po niewielkim pomieszczeniu wte i we wte. Przyszłość nie malowała się w różowej barwie, co to, to nie. Mimo, że FojerFrałen na swoim koncie miały wiele przygód, śmiesznych, żałosnych, groteskowych czy mrożących krew w żyłach, zawsze wychodziły z takich hec obronną ręką. Teraz się na to nie zapowiadało. Ostatnia próba wyrwania się z tego piekiełka zakończyła się fiaskiem.
-Nie mam zamiaru skończyć jako tania prostytutka w poenerdowskim domu publicznym, o nie nie nie - powtarzała jak mantrę.
Z ponurych rozmyślań wyrwało ją stukanie. Drgnęła i zaczęła nasłuchiwać, czujna jak celnik na przejściu granicznym w Głuchołazach. Zlokalizowała źródło dźwięki za ścianą na przeciw łóżka, przystawiła ucho, zagryzając wargi w napięciu. Wiedziała, że za ścianą znajduje się Sayuri, widziała, jak sutenerzy wpychają ją do pokoju tuż przed jej "celą".
-Cholera, Sajura... - jęknęła dziewczyna. -Nie znam alfabetu Morse'a...
***
Ruska mafia nie należała do najdelikatniejszych, zasadniczo, takie słowa jak "delikatność", "subtelność" i "wrażliwość" nie występowały w ich słowniku. Zatem nic dziwnego, że nie odstawili związanej offcy i Klaudii ostrożnie na mięciutkie materace, acz brutalnie, jakby rzucali workami ziemniaków, miotnęli nimi o betonową ziemię w jakieś obskurnej, zimnej piwnicy.
-Role nareszcie się odwróciły - Papuszka wyszczerzył się do Wełniastej, prezentując garnitur złotych zębów. -W istocie, zemsta jest rozkoszą bogów...
-Mówisz o sobie? - Offca sceptycznie uniosła brew do góry.
Mafijny boss spiorunował ją wzrokiem, lecz po chwili na jego twarzy znowu zagościł błogi uśmiech.
-W tureckim burdelu utemperują ten twój koślawy, wredny charakterek. A może wyślemy tam tylko twoją milutką, niepełnoletnią przyjaciółeczkę, a ciebie zostawię sobie jako trofeum. Już nigdy więcej nie zrobisz ze mnie idioty. Wania, pilnuj te dziewoszki, cwane są, miej się na baczności.
Papuszka, śmiejąc się gardłowo, wycofał się z resztą swoich ludzi. Klaudia pod nosem chlipnęła, offca skarciła ją wzrokiem, chociaż sama miała ochotę wyć do księżyca. Splunęła na podłogę; w ustach wciąż czuła nieprzyjemny, metaliczny posmak krwi. Uniosła przekrwione oczy i popatrzyła na milczącego Wanię, który zdawał się nie spuszczać z niej wzroku.
-Wańka, znamy się nie od dziś - zaczęła ostrożnie, po rosyjsku. Klaudia popatrzyła na nią z zaskoczeniem i przerażeniem. -Nawet się kiedyś tam kumplowaliśmy. Pamiętasz wspólne wyprawy wędkarskie nad Wołgę. Pamiętasz wspólne ogniska, ja śpiewałam, ty grałeś na bałałajce. Nie znam nikogo innego, kto tak potrafiłby wymiatać na bałałajce...
-Konkrety - wycharczał jak zwierzę.
-Pomóż nam się stąd wydostać. Mnie i moim przyjaciółkom. Razem skopiemy dupę Papuszce. Dobrze wiem, że zawsze chciałeś zająć jego miejsce, kierować grupą. Dam ci szansę! Pozbędziemy się drania, wyślemy tam, gdzie Dziadek Mróz nie dociera! Tylko uwolnij nas i uratuj resztę Frałen...
Dziewczyna uśmiechnęła się nerwowo, gdy ujrzała na twarzy mężczyzny wahanie. Jedyna szansa, teraz, albo nigdy...
Elias, wach auf, du lebst einen Traum!
#186552 | Dodano: 06.12.2011 21:18:18
- Fak, fak, fak.- powtarzała jak mantrę, nerwowo nawijała włosy na palec i ciągle krążyła jak uszkodzony sputnik.
- Izi men.- zaświergotała przeciągle Mewa. Dziewczyna uważnie, z lekką dozą obrzydzenia i nieśmiałości, grzebała w szafach z przeróżnymi gadżetami.- Zakurz, usiądź i wrzuć na luz. Tylko spokój może nas uratować.- włożyła między ostre, metalowe lotki skręta i, prostując skrzydło, podała go koleżance.- Znalazłam wdzianko z lateksu i łańcuchów, niezły hardcor.
- Jak możesz w takiej chwili przetrząsać szafki? - Rudą ogarnęła wściekłość oraz niemoc, usiadła na łóżku i ukryła twarz w dłoniach.- Biedna Offca i Klaudia, mam nadzieję, że nic im nie jest.
- Szafa gra.- Pierzasta uśmiechnęła się pocieszająco, rękawem czarnego, bojowego kimona wytarła gęstą stróżkę krwi, która leniwie ciekła z obitego nosa.- Te niemyte, zakute łby nie wiedzą, że umiem latać. Jak tylko nadarzy się odpowiednia okazja, to zrobię im z dup Pearl Harbor...- Mewa momentalnie zamilkła, Ruda szybko podniosła głowę i wytężyła słuch, ktoś się zbliżał. Głuchy stukot ciężkich buciorów niósł się echem po korytarzu. Drzwi do ich pokoju otworzyły się z przykrym jękiem nienaoliwionych zawiasów, stanął w nich wysoki, silnie zbudowany murzyn.
- Zbierać się, dziewuszki. Macie pokaz.- powiedział głębokim, czystym barytonem i wszedł do środka, nie zamykał za sobą różowych drzwi.- Ty tańczysz.- wskazał na Rudą.- A aniołek pręży te cuda natury, które ma na plecach. Zbieracie pieniądze ale nie dajecie się dotykać. Jeżeli ktoś to zrobi mówicie chłopakom, oni załatwią sprawę. Wy jesteście tylko do podziwiania. Przebierzcie się w to.- szybkim ruchem głowy wskazał wieszak, na którym wisiały przedziwne, wręcz wyuzdane ubrania.- Jeśli się spiszecie, to wasze przyjaciółki będą miały lekką robotę. Radzę się postarać, bogata publiczność chętnie da dolary Wojowniczej Amazonce i Grzesznej Anielicy.- rzucił wychodząc, w chwilę potem dziewczyny zostały same.
- W co my się wpakowałyśmy.- Ruda wczepiła się w samoistnie falujące kimono Mewy.
- Na razie jest dobrze. W miarę dobrze.- Pierzasta wzięła głęboki wdech, jej płuca wypełnił słodki, herbaciany dym.- Łatwa robota jak na zapewnienie innym Frałen odrobiny luksusu.
- Solidarność jajników.- dziewczyna powoli zaczynała godzić się z losem. W sumie Mewa miała rację, dostały dość łatwe zadanie.
Wyjdź na dwór, może pod twoim blokiem napier**lają się magowie!
#186702 | Dodano: 07.12.2011 14:52:14
Rzuciwszy okiem na potworny bałagan, mlasnęła językiem z zadowolenia. No lepiej trafić nie mogła.
- hołm słit hołm – wyszeptała.
Bazyl tymczasem mimo niemowlęcego wieku, osiągnął gabaryty dorosłego goryla i biedny Krzyś ledwo zipał usiłując robić za bujanego konika. Bazyl dał wyraz aprobaty szczerząc gębę i pokazując cztery rzędy zębów ostrych jak u rekina, rycząc przy tym jak zarzynana świnia.
Konstancja spojrzała czule na swoje maleństwo czując jednocześnie ulgę, że to nie ona musi zabawiać młodego.
Konstancja Nina
#186740 | Dodano: 07.12.2011 18:18:06
Konstansiu, znów zejdziem się w święta i w domu naszym rozejdzie się wszędobylski zapach bimbru z zielonego groszku.
*sprawdza stan pewnej tapety, do której zaczyna się tulić*
Nie śpię, bo pilnuję grzędy
#191042 | Dodano: 25.12.2011 15:46:04
- Mam złe przeczucia... - zaczął Paul
- Proszę Cię! - podniósł głos Schneider - Te święta są już wyjątkowo spartaczone więc proszę cie...skończ.
- Dziękuję bardzo za pyszną kolację - Richard wstał od stołu - Ale pójdę się już położyć - udał się do swojego pokoju. Jego śladem udała się reszta. Paul przez okno w swoim pokoju wydrapał się na dach. Okazało się że są tam już wszyscy muzycy. Pawełek usiadł koło Ryska, a ten podał mu browara.
- One wrócą... - Oli chciał pocieszyć współbiesiadników, ale raczej zabrzmiało to tak jakby sam siebie chciał przekonać.
- Patrzcie...spadająca gwiazda, życzenie! SZYBKO! - wszyscy pomyśleli o tym samym
***
Tymczasem po pracy dziewczęta wróciły do swych małych pokoików. Dzięwczęta tęskniąc za domem z żalem wyglądały przez okno szukając jakiejkolwiek nadziei bądź pomocy. Nagle wszystkie oprócz Mewy, która była zajęta knuciem planów ucieczki, zobaczyły te same spadające gwiazdy. Wszyscy mieli to samo marzenie...znów się spotkać. Niestety marzenie się nie spełniło i w następnym dniu wróciły do swojej pracy u Burdelmamy. Mijały dni a one ledwo co przeżywały dzień. Często zapominali o nich i nie dawali im jeść ani pić. Spotykały się potajemnie w pokoju Djury.
- No ja już nie mogę!!! - zdenerwowała się stoktos - Ja tu oszaleję żywcem mnie nie wezmą! Nie poddam się! Musimy coś zrobić...Mewa, całymi dniami knujesz i snujesz plany o ucieczce dawaj co masz!
- To jeszcze nie gotowe...nie wypali!
- Dopracuj to na jutro - poprosiła Sayuri - Długo tak nie pociągniemy - Mewa pracowała całą noc, gdy zaczęło świtać zobaczyła spadającą gwiazdę i zażyczyła sobie tego co wszyscy, powrotu do domu i zasnęła.
Rano gdy wszystkie się obudziły już nie były w burdelu tylko w...hotelu. Za oknami słychać było syreny karetek, samochody i kłótnie.
- Co jest?!- Do pokoju Offcy wparowała Klaudia - Co się stało?!
- Jakimś cudem wróciłyśmy do naszej czasoprzestrzeni!
#191351 | Dodano: 28.12.2011 00:49:06
Niestety - już pierwszy rzut oka na rozciągający się za oknem widok sprawił, że miny im zrzedły, a szczęki opadły. Klaudia zaszlochała.
- O rany! O kurde! Co to jest? Gdzie my jesteśmy?
Purpurowe niebo rzucało złowrogą poświatę na metalowe i kamienne iglice, oplecione pajęczą siatką dróg, mostów i estakad. Sunęły po nich pojazdy o dziwacznych kształtach, jak z pijanego snu japońskiego projektanta. Zza ściany dobiegały odgłosy kłótni - lecz nie toczyła się ona w żadnym znanym ziemskim języku.
- Ojapitolę... - Sayuri klapnęła na ziemię z wyrazem kompletnego osłupienia na twarzy.
- Teraz już nigdy nie wrócimy do domu... - zwątpiła Offca.
- Ja wierzę w chłopaków. Znajdą nas. Znajdą nas na pewno! - stwierdziła stanowczo Mewa. - Dziewczyny, nie ma co rozpaczać, chodźcie, rozejrzymy się! Skoro już wymiotło nas na kraniec Wszechświata, przynajmniej trochę pozwiedzajmy!
Nie minął kwadrans, a Feuerfrauen, silne, zwarte i gotowe, wyruszyły zmierzyć się z nowym, nieznanym światem.
***
Tymczasem w Rammdomku trwały ostatnie przygotowania do podróży. Chłopaki spakowali się wreszcie, sześć plecaków stało w równym szeregu tuż przy drzwiach. Rammcio zwołał wspólników na ostatnią odprawę.
- Jak wiecie, czeka nas niebezpieczne zadanie - oznajmił, przechadzając się miarowym krokiem po salonie. - Musimy włamać się, bądź wniknąć podstępem, do najpilniej strzeżonej siedziby Korporacji Sterującej Wszechświatem i wykraść ich najcenniejszy wynalazek. Zdajecie sobie sami sprawę, że to nie będzie wycieczka na ryby. Wobec czego - jego głos zadźwięczał stalowo - od tej chwili wymagam bezwzględnej lojalności i posłuszeństwa rozkazom. Ja jestem komendantem tej obory, czy to jasne?
Zapadła cisza. Sześciu kapitanów, najwyraźniej nieprzywykłych do tego, by ktoś ich trzymał za mordę, przetrawiało w skupieniu słowa Rammcia. Widać było wyraźnie, że nie wszystkim one idą w smak.
Stawka jednak była zbyt wielka.
- Dobra! - jako pierwszy złamał się Paul. - Masz moją gitarę!
- I moje pałeczki! - pospieszył się Schneider.
- I mój bas - dodał poważnie Ollie.
- Moje klawisze - Flake nie pozostawał w tyle.
- Moją... eee... moją kostkę! - wykrzyknął Rysiek, grzebiąc nerwowo po kieszeniach.
Wszystkie oczy zwróciły się na Tilla, który siedział w milczeniu, z ponurym wyrazem twarzy.
- Panie Lindemann? - Rammcio uniósł brew.
- Till, do cholery! - Schneider trącił go łokciem. - Przestań strzelać fochy, chcesz, żeby dziewczyny wróciły, czy nie?!
Sześć par oczu wpatrywało się z napięciem w wokalistę. Wreszcie Till westchnął ciężko i skinął głową.
- Dobra. Jak mus, to mus. Masz mój... masz mój... Pussyminator!
Z kąta pokoju rozległo się ciche szlochanie. To ciotka Konstancja łkała, wzruszona ogromem poświęcenia Tilla.
- W takim razie, panowie, ruszamy! - zawołał z entuzjazmem Rammcio.
Po niedługiej chwili kawalkada pojazdów znikała już w perspektywie ulicy.
Ciotka Konstancja odetchnęła z ulgą, rozglądając się po wielkim, pustym domu. Z sąsiedniego pokoju rozlegało się chrapanie Bazyla. Miała więc chwilę dla siebie.
Wzięła telefon.
- Halo, czy tu sklep z farbami? Zamawiam trzysta litrów różowej! Tak, na rachunek pana Lindemanna. Dziękuję!
http://kura.pinger.pl/
http://www.sierzantundsaper.fora.pl/
http://niezatapialna-armada.blogspot.com/
http://www.sierzantundsaper.fora.pl/
http://niezatapialna-armada.blogspot.com/
#191825 | Dodano: 30.12.2011 16:37:36
- Niezły kontrast.- zarechotała Mewa uważnie przyglądając się smutnym, szarym ścianom.- Co za totalne bezguście! Takie zestawienia pasują na czapraki a nie do chałupy!
- Cicho.- syknęła Djura zatykając Pierzastej dziób.- Ktoś lub coś jest tu z nami.
- Może skorzystamy z okazji? Póki jesteśmy niezauważone powinnyśmy się stąd wydostać.- burknęła Offca wciskając pejcz za pasek. Lewą dłonią rozmasowała obolałą skroń, poczuła w ustach metaliczny smak krwi więc splunęła do donicy.- Otwieramy okno.- mówiąc to kiwnęła na Sayuri, która stała najbliżej.
- Tylko jak? - jęknęła szarpiąc za wszystkie wystające, dziwne wihajstry, w przypływie wściekłości walnęła pięścią szare, twarde framugi.
- Czy ja zawsze muszę coś za was robić? - Wełna bez zbędnych ceregieli chwyciła coś, co najbardziej przypominało klamkę, i z całej siły pociągnęła. Niestety, okno ani drgnęło a dziwaczny przedmiot został jej w dłoni.- Chiński szajs.- warknęła, naprężyła wszystkie mięśnie, poprawiła spodnie na tyłku i natarła na szybę całym swoim ciężarem. Znów nic.
- Czekajcie, chyba mam pomysła! - Ruda uśmiechnęła się głupkowato.- Czytałam kiedyś taką książkę...- mruczała pod nosem grzebiąc w blaszanej, niepozornej szafce, która stała w rogu pokoju.- Ha, mam! - dumnie wzniosła niewielką, czarną kulkę. Entuzjastycznie podbiegła do okna, poprawiła ułożenie przedmiotu w dłoni i silnie ją ścisnęła.- Znajcie łaskę pana! - nakierowała zaciśniętą pięść na środek szyby, która momentalnie zapłonęła błękitnym, słabym blaskiem. Na oknie pojawiły się cztery kwadraty, Ruda skierowała kulkę na ten, w którego środku tkwił napis "mechanika". Momentalnie wyświetliło się kilkadziesiąt opcji, wśród nich było również "otwórz".
- Nie mam pytań.- skomentowała poważnie Mewa w ostatniej chwili łapiąc Offcę za pasek, ratując ją tym samym przed wypadnięciem.
- Droga wolna. - Ruda schowała kulkę do kieszeni, podeszła do okna i niepewnie spojrzała w dół.- Nie jest wysoko, jakieś trzy piętra.
- Zniosę nas.- zaproponowała ochoczo Mewa poprawiając kimono.- Tylko z buciorami uwaga na...- nie dokończyła, gdyż oddech dosłownie zamarł jej w piersi. Stalowe i szklane iglice były tak wysokie, że zatapiały swoje korony w ciężkich, fioletowych chmurach. Budynki do złudzenia przypominały sztywne, chude palce wysuwające się z mogiły. Olbrzymie estakady tętniły życiem, tysiące pojazdów przemieszczało się po ich betonowych grzbietach wylanych równiutkim asfaltem. Ulice były dosłownie wszędzie. W dole po wąskich chodnikach sunęli ludzie nadzorowani przez krępe, policyjne roboty, które starały się chronić swoich stwórców.- Oż madafaka, gdzie my jesteśmy? - zaświergotała bezwiednie miętoląc ostrą jak brzytwa lotkę.
- Mam coś lepszego, spójrzcie.- Offca miała kamienny wyraz twarzy, to nie wróżyło nic dobrego. Wszystkie dziewczyny spojrzały w stronę, którą wskazywał zimny, przeszywający na wylot wzrok Komendantki. Ich oczom ukazał się wielki billboard, pokazywał on temperaturę, prędkość wiatru, mówił na jakich ulicach są korki, gdzie można załapać się na korzystne przeceny i tak dalej. Aż nagle coś zmroziło serca Fojerfrałen.
- Witamy w Berlinie, dzisiejsza data to jedenasty listopada roku...- czytała Sayuri aż nagle przerwała jej Lucy.
- Dwa tysiące osiemdziesiątego piątego. - powiedziała cichutko, wszystkie momentalnie spojrzały na niewzruszoną Offcę.
- Czyli ramsztajny... No wiecie...- Mewa wyrzuciła skręta, którego kurczowo trzymała w dziobie i oparła się o parapet.- To jest jakaś pierdzielona czarna komedia. Co my teraz zrobimy? Musimy się dowiedzieć, czy oni...
- Jakimś cudem żyją.- dokończyła Wełniasta i wychyliła się przez okno, zimny, wilgotny wiatr przeczesał jej kręte runo.- To niemożliwe. Jedyne co możemy teraz odwiedzić to nagrobki.- jej słowa były jakieś takie puste, Frałen zdawało się, że wiatr chwyta je w swe łapska i stara się zagłuszyć. Klaudii zaszkliły się oczy, Ruda pocieszająco poklepała ją po ramieniu.- Trzeba się stąd wydostać.- ujęła pejcz w dłoń i wgramoliła się na pokład ich prywatnych linii lotniczych MewaTravel.
- Wsiadać, nie marnotrawić czasu.- Mewa popędziła rozbitą kompanię.
- Gdzie lecimy? - niepewnie zapytała Sayuri, nie mogła przyjąć do wiadomości tego, że ich przygoda może skończyć się w taki sposób.
- Jeśli oni...- Offcy pierwszy raz załamał się głos, szybko odchrząknęła i usiadła w pierwszej klasie.- Muszę być tego pewna.- na cichy rozkaz Mewa wskoczyła na parapet, rozłożyła metalowe, anielskie skrzydła. Dwa potężne machnięcia pozwoliły Pierzastej wzbić się w fioletowe, chłodne, jakby obce przestworza.
Wyjdź na dwór, może pod twoim blokiem napier**lają się magowie!
#191859 | Dodano: 30.12.2011 19:04:43
-To coś... chyba nas ściga. Wygląda jak... samolot? Offca, ty byłaś w wojsku, mów prędko, co to jest!
-Nie w wojsku, a w Legii Cudzoziemskiej, jest różnica - burknęła Wełniasta, ale posłusznie zerknęła na wskazany kształt. Zmrużyła kaprawe, załzawione oczy, przyjrzała się uważnie niezidentyfikowanemu obiektowi. Poczuła, jak po plecach przebiega jej zimny dreszcz, wcale nie z powodu chłodu panującego na tej wysokości.
-O Matko Bosko Częstochowsko, borze szumiący, Thorze Gromowładny! - zachłysnęła się powietrzem. -To bezzałogowa jednostka, na dodatek solidnie wyposażona!
-W co wyposażona? - jęknęła Klaudia.
-Na pewno nie w ekspres do kawy...
-Atakują nas! - pierwsza spostrzegła zagrożenie Lucy.
W porę ostrzeżona Mewa ostro zanurkowała w dół, mijając szczęśliwie rakietę wycelowaną w nią.
-Dlaczego nas atakują? - Lunatikerin starała się wyrównać oddech.
-Idź i się zapytaj! Frałen, trzymać się mocno, będzie ostry manewr! - krzyknęła Mewa.
Zgodnie z obietnicą ostro zapikowała w dół, między dwoma futurystycznymi wieżowcami. Klaudia zsunęła się nieco ze skrzydła i niechybnie spadłaby w dół, lecz w ostatniej chwili Sayuri chwyciła ją za nadgarstek, wciągnęła i przytrzymała.
Ziemia niebezpiecznie zbliżała się, Frałen w przerażeniu zaczęły wrzeszczeć jak oszalałe, co pobożniejsze wyciągnęły różańce, każda a duchu zaczęła przeprowadzać rachunek sumienia. Mewa jednak wiedziała co robi, w ostatniej chwili poderwała się nieco do góry i z gracją wylądowała na stabilnym podłożu. Dziewczęta jednak nie przestawały wrzeszczeć.
-Możecie już skończyć koncert, przeżyłyśmy - odparła znudzonym głosem Pierzasta i strząsnęła z siebie Frałen.
Krzyki powoli zamierały, dziewczyny zaczęły bacznie rozglądać się dokoła. Wylądowały w jakimś zaułku, ślepej uliczce. Lucy podeszła do wyjścia z zaułka i rozejrzała się czujnie, wychylając nieznacznie głowę.
-Ten samolot to chyba był jakiś system przeciw zagrożeniom. Pewnie radar zdefiniowały nas jako niebezpieczny obiekt niezidentyfikowany - zastanawiała się na głos Stoktos.
-Co teraz? - zapytała Klaudia, wciąż dla bezpieczeństwa trzymając się Sayuri.
-Pięta palce, czyli na piechotę - westchnęła Offca. -Wmieszamy się w tłum, Mewa, jako mutant, nie będzie miała problemu z kamuflażem w tym industrialnym Berlinie - Wełniasta wskazała na skrzydła Meffy i zachichotała, akolitka wbiła w nią mordercze spojrzenie. Kimono zafalowało złowrogo, a noga w glanie rozpędziła się i kopnęła w piszczel Wełny. Sayuri, wyczuwając burdę, przezornie popchnęła offcę w stronę Lucy, która dawała znak Frałen, że droga jest wolna.
Elias, wach auf, du lebst einen Traum!













