Co chciał(a)byś w podziękowaniu za opłacenie składki na serwer?
#182751 | Dodano: 23.11.2011 18:13:46
- Haaaaalo?
- Offieczka! Tu stoktos! Słuchaj czy tylko ja miałam dziwny sen, że znałyśmy chłopaków z Rammsteinu, mieszkaliśmy razem w Rammwilli, a Flaczek szalał na Pussyminatorze? Czy oszalałam?
- Dziewczyno...pakuj się wracamy! Aaaa jeszcze jedno... pozbieraj Feuerfrauen i jedziemy! Zbiórka we Wrocławiu punkt 16:00- rozłączyła się. Ucieszona offca pozbierała wszystkie swoje porozrzucane ubrania, wrzuciła je do reklamówki z Biedronki i wybiegła z hotelu. Chwyciła taksówkę i ruszyła pędem w stronę umówionego miejsca
"Jeszcze chwilka i będę przy tobie Tilluśku mój kochaniutki" - pomyślała, a serce załomotało tak jak wtedy gdy pierwszy raz zobaczyła Lindemanna. Po chwili przypomniała sobie, że nie wie gdzie ma swój pejcz. Jej serce przyspieszyło. Gały powoli wypadały z orbit i dostała zadyszki. Wywaliła wszystkie ubrania i na samym dole, w czeluściach reklamówki...był! Chwyciła go mocno, ucałowała i przytuliła. "Wracamy". Poprawiła glany, mocniej chwyciła pejcz. Punkt 16 wszystkie były we Wrocławiu. Offca wysiadła z taksówki. Strzeliła parokrotnie z pejczem i ruszyła w stronę Feuerfreauen.
- No więc ruszamy!
- No dobrze tylko... - dziewczyny zmierzyły Klaudię wzrokiem - gdzie oni mieszkają, bo nikt nie pamięta...
You of all people should know. That what's dead should stay dead.
#182771 | Dodano: 23.11.2011 20:07:46
-Czyli żadnej nie przyszło do głowy zapisać sobietego adresu? - Offca,odzyskawczy swój pejcz poczuła się pewnie i zaczęła ogarniać nieogarnięte baby.
Odpowiedziały jej jeszcze bardziej zdziwione miny i grzebanie nóżkami z zakłopotania.
-A w wyszukiwarce to nie będzie? - zapytała jedna z dziewcząt stojąca do tej pory w tyle.
-Wow,Klaudia,to ty?!?! - Wełnista wybałuszyła gały rozpoznając dawno nie widzianą postać. - Wszystkie myślałyśmy,że cię eksmitowali czy coś...
-No bo tak było...eeee...wróciłam w każdym razie. Możemy wrócic do meritum sprawy,czyli jak dostać się do Ramsztajnów?
-Tak,tak,Rammsztajny najważniejsze - zaśpiewała Mewa.
-Czy ktoś tu ma jakieś konstruktywne pomysły?! - huknęła Offca,trzaskając pejczem dla wzmocnienia efektu.
-No więc...-zaczęła stoktos,alenie dane jej było dokończyć gdyż z kieszeni Owieczki dobiegło głośne "bykdiś".
-Nie mam pojęcia co knujecie i co robicie,ale nie róbcie tego bezemnieeee! - zawył damski głos w słuchawce.
-Djura?! - głos Offcy był pełen niedowierzania - gdzieś jest jeśliś jest?
-Yyyy,w samochodzie,też sobie wymyśliłyście ten Wrocłąw,tfu,tfu,patrz jak jedziesz kretynie! - przez głośnik telefonu dziewczęta usłyszały głośny pisk hamulców i kilka wielce niecenzuralnych wyrazów.-Kontynuując,będę za pół godziny,pa!
- So here we are: two people... streetlamp... full moon...
- ...Guy pissing onto dump... Oh, did I brake the mood?
- ...Guy pissing onto dump... Oh, did I brake the mood?
#182785 | Dodano: 23.11.2011 20:50:17
-Zarządzam burzę mózgów - odezwała się trzeźwym (sic!), rzeczowym głosem Stoktos. -Wysilamy ocalałe szare komórki i staramy sobie przypomnieć, gdzie jest Rammdomek.
Fojerfrałen ustawiły się w kółeczko, jak na porządny kącik wzajemnej adoracji przystało. Zapadła niezręczna cisza. Klaudia wpatrywała się w ołowianoszare, paskudne niebo, niosące zapowiedź porządnej ulewy, Sayuri strzelała spojrzeniami to w prawo, to w lewo, jednocześnie zagryzając wargi w zastanowieniu, Meffa uderzała czubkiem lewego glana w zapaskudzony, popękany chodnik.
-Muszę zakurzyć skręta, inaczej nie mogę - jęknęła Akolitka.
-Czekajcie... - Ruda mruknęła pod nosem. -Jakim cudem wczoraj opróżniałyśmy barek i kolekcję ziołowych nalewek Flaczka, a dziś rano budzimy się z moralnym kacem, każda w swoim domu?
-To musiała być naprawdę zajemadafakowa impreza - westchnęła przeciągle i z pewnym rozrzewnieniem Mewa.
-Może całe nasze życie w Rammwilli to zbiorowa halucynacja? - oczy Lucy rozszerzyły się w przerażeniu.
Lunatikerin otworzyła usta, aby głośno i nieco rozpaczliwie zaprotestować, lecz przerwał jej wwiercający się w czaszkę pisk opon. Po chwil rozległo się trąbienie i odgłos gniecionej blachy. Na chodniku obok kółka wzajemnej adoracji Fojerfrałen zatrzymał się samochód, z którego wypełzła Djura. Przywitała się uśmiechem z towarzyszkami, po czym odwróciła głowę i zerknęła na cztery wprasowane w siebie samochody oraz przewieszonego przez parkan cyklistę wraz z rowerem.
-Kto im dał prawo jazdy, do ciężkiej dupy? - mruknęła do siebie dziewczyna.
-Skoro jesteśmy w komplecie, to wróćmy do burzy mózgów - Offca przywołała na krzywą gębę uśmieszek, chociaż wcale jej do śmiechu nie było.
***
-Przeszukałem piwnice i nic, zero śladu - Rysiek odmeldował wykonanie zadania.
-Zaglądałem wszędzie, do spiżarni, do bunkra, do basenu, pod kanapę w salonie, do ziemianki, do składzika na miotacze, do wychodka, do Wołgi, do tipi na tarasie i ani żywej duszy - wyliczał na palcach Sznajder.
-Chciałem zapytać sąsiadów, czy czasem nie widzieli naszych Frałen, ale gdy tylko się do nich zbliżałem, oni uciekali z krzykiem i płaczem - Pawałek wyraźnie posmutniał.
-Trzeba rozejrzeć się po okolicy, wywiesić ogłoszenia, zadzwonić po Detektywów z TeFałEnu, sprowadzić medium, brygadę ratunkową! - zapieklił się Lindemann. W pierwszy odruchu na wieść o zniknięciu dziewcząt odetchnął z ulgą. Koniec z spuchniętym dupskiem przez offcowy pejcz, koniec z smrodliwym zapachem z meffowych skrętów, dymem tak gęstym, że można go było ciąć nożem na kawałeczki, koniec z podkradaniem alkoholu. Teraz jednak zaczął za tym wszystkim tęsknić.
-Wczoraj były, dziś ich nie ma, zniknęły wszystkie w jednym czasie... To znaczy, że... - oczy Flake rozbłysły tak, że stojący najbliżej niego Mistrz musiał własne patrzałki osłonić dłonią, bo groziła mu trwała ślepota.
-Ktoś je porwał?! - Krzyś złapał się za serducho.
-Nie. Mamy do czynienia z zakrzywieniem czasoprzestrzeni - dokończył poważnym tonem Doktorek.
-Że co, kutwa? - wyrwało się Żelkowi.
Elias, wach auf, du lebst einen Traum!
#182804 | Dodano: 23.11.2011 21:24:27
- No i znowu się nawalimy jak ruski czołg, nic nie wymyślimy, pójdziemy spać na pozycję a’la gwóźdź i obudzimy się w swoich wymiocinach na środku Rynku. – Zaprotestowała Stoktos – A nasi biedni chłopcy?
- E tam pierniczysz.. – Oczy Offcy aż zapłonęły, a zamiast źrenic pojawiły się dwa kufle ciemnego piwa.
- A nasi chłopcy? Nasi chłopcy? – Jak mantrę powtarzała Stoktos, a Klaudia zaczęła wtórować siostrze.
- Nasi chłopcy to dorośli mężczyźni po czterdziestce, którzy odkąd przestali ssać swoje kciuki uważają się za prawdziwych macho. – Skomentowała Djura.
- To co idziemy się nawalić? – Zapytała Offca – To znaczy.. ee.. no zburzyć mózgi w odpowiednim do tego miejscu – Dodała widząc miny sióstr. – Sayura prowadź.
Droga ciągnęła się w nieskończoność, zanim Djura zaparkowała swoją furę gdzieś w pobliżu Psiego Pola żeby nie płacić 3 złote za każdą godzinę postoju w mieście, zanim Frauen naczekały się na wrocławskie MPK i postały w dość sporym korku na Grunwaldzie (co się dziwić? Godzina 16..), zanim buńczuczna Offca pokłóciła się z kanarem i stwierdziła, że mandatem może jedynie podetrzeć sobie tyłek tudzież wyczyścić pejcz, a Mewa i Lucy zostały zbesztane i wyzywane od najgorszych przez dwie, przemiłe z resztą staruszki za zajęcie miejsca siedzącego, na dworze zrobiło się ciemno i nastał zmrok. Dziewczyny znalazły się w Spiżu przed 19nasta. O tej porze trzeba mieć nie lada szczęście żeby znaleźć wolny stolik, a naszym Frauen jak zwykle wiał wiatr w oczy.
Lucy widząc niezadowolone miny Stoktos i Klaudii, wściekłość Offcy i Djury (którą czekała taka sama droga powrotna po auto), zrezygnowanie Rudej i Lunatikerin oraz Mewę sięgającą po skręta rozejrzała się po Sali, uśmiechnęła radośnie i odezwała do Sayuri.
- Patrz! Tam w roku siedzi grupka niemieckich emerytów, popijają piwko i coś tam pod nosami szwargocą. Jako jedna z nielicznych porozumiewasz się po niemiecku, może zagadasz?
- Hmmm – Sayuri wyciągnęła palec wskazujący prawej ręki z ust i spojrzała na zakrwawiony ślad po obgryzionej skórce. - Nie mamy nic do stracenia. Emeryci z Niemiec, Rammsztajny z Niemiec, mamy wspólny mianownik. – Dziewczyna wzięła głęboki oddech i ruszyła do zgermanizowanego stolika.
- ..ee Hallo, wie gehts? – Spytała niepewnym głosem, a na co staruszkowie wybałuszyli oczy, powoli przełknęli łyk piwa, spojrzeli na pozostałe dziewczyny i..
Religię, poglądy polityczne, gust i dupę każdy ma swoją.
#182892 | Dodano: 24.11.2011 07:31:06
#182909 | Dodano: 24.11.2011 09:50:22
Wtedy niespodziewanie, będąc przejazdem we Wrocławiu do Spiża wszedł Diesel i zamówił standardowo największy kufel jasnego, po czym nie zważając na nikogo usiadł potulnie w narożniku knajpy delektując się złotym trunkiem, przegryzając chlebem razowym ze smalcem.
Marnujesz się, na prawdę. Geniusz literacki :)
links rechts geradeaus
du kommst hier nicht mehr raus
du kommst hier nicht mehr raus
#182982 | Dodano: 24.11.2011 16:12:17
-Usp...uspokój s..s..ię! - wrzasnął klawiszowiec - t..to nie moja wina, ż..że ich nie ma!
Paul i Ollie podbiegli do Tilla, po czym jak na komendę, obaj w jednym czasie, zasadzili mu z pięści w brzuch. Zadziałało. Wokalista razem z Flake znalazł się na podłodze, próbując złapać oddech.
-To może opowiesz nam coś o tej czasocośtam? - Richard zwrócił się do przyjaciela.
-Czasoprzestrzeni, głąbie - poprawił go Lorenz - no nie mówcie, że żaden z was nie oglądał "Podróży do przyszłości", albo "Dr. Who"?!
Reszta zespołu popatrzyła na niego jakby zobaczyła co najmniej Tilla w różowej kiecce.
***
-Hande hoch!- jeden ze staruszków wyciągnął zza paska swoich zaprasowanych w kant spodni, pistolet i wycelował w grupkę dziewczyn.
-Mein Gottttt! - wrzasnęła babcia siedząca obok niego, po czym chwyciła się za serce, wywróciła oczami i zjechała pod stół.
-Oooo! Chyba nas pamiętają - wrzasnęła Offca a na jej twarzy pojawił się banan.
-Skoro tak, to chyba nie wspominają nas za dobrze...- warknęła Stoktos, która ustawiła się za Futrzastą, próbując zrobić z niej swoją tarczę, na wypadek, gdyby niemieckiemu dziadkowi palec obsunął się na spust.
-To może skoro już nas ktoś rozpoznaje i dodatkowo ten ktoś jest z kraju naszych Ramsztajnów, skorzystajmy z okazji, hę? - Djura potraktowała Sayuri z łokcia.
-Ałaaaa! - dziewczyna popatrzyła na nią z oburzeniem, po czym skrzyżowała ręce na piersi - nie będę rozmawiała z tymi wariatami. Jedno głupie słowo i mnie zdejmą z tego świata!
-Dobra, jak nie ty, to ja! - Stoktos wychiliła głowę zza Offcy i zaczęła swoim łamanym niemieckim - Ruhe bitte, ruhe.
Staruszkowi z pistoletem zaczęły drgać nozdrza.
-Chyba nie lubi być uspokajany - zauważyła Ruda stojąca z samego tyłu grupy.
-Kennen sie uns? - kontynuowała Stoktos- von wo? Yyy...woher? Yyy...
Staruszkowie nagle zaczęli się przekrzykiwać i machać rękami w stronę dziewczyn.
-Tłumacz Sayuri, tłumacz! - tym razem Lucy obdarowała przyjaciółkę szturchańcem.
Z każdym wykrzyczanym przez dziadków zdaniem oczy tłumaczki stawały się co raz większe i większe. Po chwili rozdziawiła usta w niedowierzaniu...
#183417 | Dodano: 25.11.2011 19:25:07
-Sayuri co się dzieje! - krzyknęła stoktos próbując dowiedzieć się czegokolwiek od przyjaciółki. Dziewczyna przesunęła zwłoki staruszki, usiadła na jej miejscu i duszkiem wypiła cały kufel piwa
- To nam się nie śniło... To było na prawdę! Staruszkowie w skrócie opowiedzieli mi nasze najciekawsze... znaczy dla nich te historie niezbyt ciekawe...Oni mieszkali koło nas przez parę miesięcy i nie wytrzymali tego nerwowo. Najgorzej wspominają Flake na Pussyminatorze, jeżdżącym w kółko po ich salonie, niszcząc wszystko i krzycząc jakieś pierdoły. Potem my wbiłyśmy się z kisielem bo Rysiek pokłócił się z Paulem...zalałyśmy im cały dom. Po wygranej walce przez Paula, Till na jego cześć przyniósł ze sobą cały magazynek pirotechniki...I tez wtedy jego małżonka dostała zawału ale przy zabawkach Lindemanna było spięcie i ją wskrzesiło, a teraz...krzyżyk na drogę - szturchnęła zwłoki staruszki leżącej pod stołem - Dodali jeszcze, że po całej akcji spaliśmy jak małe dzieci. Najgorsze jest to że niczego nie pamiętam...
- Noooo i coooo?! - zdenerwowała się offca - GDZIE ONI MIESZKAJĄ!!! - zwróciła się do dziadków. Oni szli w zaparte i niczego im nie powiedzieli.
You of all people should know. That what's dead should stay dead.
#183552 | Dodano: 26.11.2011 11:30:35
-Uspokój się! Nie możemy rozwiązywać wszystkich problemów tępą siłą! - syknęła Stoktos, jednocześnie kopiąc towarzyszkę w piszczel, aby się uspokoiła.
-Na nich potrzeba cierpliwości oraz umiejętności perswazji! - dodała spokojniej Mewa.
-W rzyci mam wasze dyplomatyczne zagrywki, zrobię im takie przesłuchanie, że wyśpiewają wszystko! Wszystko! Zmuszę ich do recytacji po polsku "Pana Tadeusza!" Znam te sztuczki jeszcze z Legii Cudzoziemskiej! Dajcie mi tylko...
Nie dokończyła. Ruda wepchnęła jej w usta knebel ze skarpetki. Wyszczerzyła się zwycięsko do Offcy, po czym odwróciła się w stronę wciąż nieufnego grona niemieckich emerytów.
-Teraz możemy spokojnie negocjować, Sajura, kontynuuj.
Sayuri pogrążyła się w rozmowie z przywódcą emerytów i rencistów, postawnym dziadkiem w dzierganym sweterku w jelonki oraz zawadiacko przekrzywionym berecie. Dziewczyny, rozumiejąc co dziesiąte słowo po germańsku, spoglądały z napięciem to zdziadziałe towarzystwo, to na skupioną Hawajkę.
-Dobra, doszliśmy do kompromisu - westchnęła Sayuri, niezbyt zadowolona z rezultatu długiej dyskusji. Nie tyle, co nam powiedzą, gdzie Ramsztajny mieszkają, co nas zabiorą w tamte okolice. Pod jednym warunkiem...
-Jakim? - zapytała podekscytowana Klaudia.
Przywódca staruszków uśmiechnął się chciwie i pokazał Frałen międzynarodowy gest określający pieniądze. Dziewczętom miny zrzedły.
-Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o forsę - westchnęła Lucy. -Padła konkretna suma?
-Nie, ale raczej uderzy nas to po kieszeniach.
-Chłopaki się nie ucieszą, jak przyjdzie im zapłacić rachunek zgrzybiałym emerytom - kwaśno stwierdziła Lunatikerin, uśmiechając się na pozór słodko do babć i dziadków.
-Ważne, że w ogóle się do nich dostaniemy - tym argumentem Lucy ucięła wszelkie dyskusje.
Zapłacono rachunki za piwo, docucono leżącą pod stołem babcię. Zawał nie okazał się zawałem, ino w ten sposób babcia okazała swą niezmierzoną radość z widoku Frałen. Towarzystwo wytoczyło się ze Spiżu. Przywódca staruszków, który, jak się okazało, nazywał się Helmut, zaprowadził ich do trzech idealnie zaparkowanych trabantów.
-To jakich przykry żart, prawda? - Djura spojrzała się po towarzyszkach. -Oni chcą tym jechać? Przecież te mydelniczki wyglądają jak z kartonów!
-Jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma - Mewa wykrzywiła dziób w pozorze uśmiechu, otworzyła bagażnik jednego pojazdu i bezceremonialnie wepchnęła do środka zakneblowaną, związaną, ale wciąż szarpiącą się Offcę, po czym sama władowała się na tył trabanta. Jej skrzydła zajmowały tyle miejsca, że dziewczęta rozsiadły się po dwóch pozostałych cudach niemieckiej techniki, kilka z nich poszło za Djurą do jej wehikułu. Wesoła wycieczka ruszyła spod knajpy.
Elias, wach auf, du lebst einen Traum!
#183838 | Dodano: 26.11.2011 23:29:48
Offca z nerwów cały czas podskakiwała na tylnej kanapie,tak że złota Albea trzęsła się na wszystkie strony.
Wreszcie dziadzie powróciły to swoim trabancików i dano sygnał do odjazdu. Cztery pojazdy wytoczyły się na ulice Wrocławia i skierowały w stronędrogi wyjazdowej zmiasta. Należy nadmieńić,że "wytoczyły się" było najodpowiedniejsze określenie,gdyż trabanty pełzły 20 km/h wytwarzajączasobą czarną zasłonę dymną.
-Śmierdzi mi ta sprawa - warknęła Djura walcząc z przyciskiem odpowiedzialnym za opuszczanie szyb. - Śmierdzi na kilometr,nieufałabym tym dziadkom.
-Mamy inne wyjście? - ponuro zapytała stoktos.
Wełnista wyjątkowo jak na siebie,nie odzywała się w ogóle siedząc skulona i obgryzając resztki paznokci.
***
-Coś wolno jedziemy - mruknęła Lunatikerin do Lucy.
Kobieta zerknęła na prędkościomierz,wskazywał dokładnie 50 km/h. Osiągnięcie tej zawrotnej prędkości zawdzięczały tylko wyjazdowi na drogę szybkiego ruchu.
-_Yyyy,a wiesz jak ich poprosić by jechali trochę szybciej?
-W zyciu,jedyne co potrafię powiedzieć po niemiecku,to że nie potrafię mówić po niemiecku...
-Czyli jesteśmy lekko zdane na ich łaskę. Niewesoło...
Tymczasem Mewa,siedząca w trabanciku prowadzącym kolumnę ze znudzeniem przypatrywała się widokom z oknem.Ledwo przekorczyli niemiecką granicę,a z lewej strony mignął im złoty Fiat Djury,która stwierdziwszy żema przebłyski tego jak jechało sie do Rammwilli postanowiła wziąć sprawy we własne ręce...
- So here we are: two people... streetlamp... full moon...
- ...Guy pissing onto dump... Oh, did I brake the mood?
- ...Guy pissing onto dump... Oh, did I brake the mood?
#184030 | Dodano: 27.11.2011 19:45:40
- Halo? Djura? Zatrzymaj się! Jechałyśmy za wami ale, samochody nam się popsuły. Zaczekajcie na nas!
- Teraz mam wizję! Potem mogę zapomnieć! - krzyczała podenerwowana dziewczyna.
- Djura! C-Z-E-K-A-J! - Klaudia wycedziła przez zaciśnięte zęby
Dziewczyny uporały się z Lunatyczką i zajęły się naprawą samochodów. Sayuri zajrzała pod maskę.
- Takiej machiny...jeszcze nigdy nie widziałam - w milczeniu wycierała ręce brudne od smaru - Musimy te dziadostwa zakulać do miejsca zbiórki, może Djura to rozpracuje.
- Moment, że by mieć pewność. Chcesz abyśmy te graty pchały aż na stację paliw? - zapytała oszołomiona Mewa. Mina Przyjaciółki mówiła sama za siebie - Muszę zapalić!
- To nie będzie takie trudne. Trzeba tylko go...rozkulać... tam jest z górki, to będzie nam łatwo - zdeterminowana Sayuri zaczęła sama pchać maszynę - Może POMOŻECIE!?
Feuerfrauen jak zwykle zwarte i gotowe przystąpiły do pchania. Niestety, ich siły osobno nie były zbyt wielkie, ale razem świetnie sobie radziły. Samochody toczyły się co raz szybciej i szybciej aż wyrwały się spod kontroli dziewczyn i same pomknęły w dół.
- Aaaaa gdzie są dziadkowie...? - zapytała niepewnie Lucy
Po chwili zorientowały się, że w pojazdach są emeryci i biegiem rzuciły się za nimi .
You of all people should know. That what's dead should stay dead.
#184031 | Dodano: 27.11.2011 19:48:58
- Zaraz... Umrę... Dostanę udaru! - jęczała Pierzasta pędząc ile sił w nogach, szczękościsk spowodował zatrzaśnięcie w paszczy wielkiego skręta z przegródki hard, przez co pozostawiała za sobą wielkie chmury dymu. Do złudzenia przypominała rosyjską lokomotywę. Mimo tego, że dziewczyny spociły się jak dzikie świnie, trabanty nieubłaganie się oddalały.
- Leć, głupia! Leć! - nagle Offcę oświeciło, zaczęła ryczeć jak jeleń na rykowisku, tłoczyła pianę z pyska i niebezpiecznie trzaskała pejczem.- Łap mydelniczki! - na jej rozkaz zatrzeszczały zębatki, buchnął czarny, smolisty dym i Mewa wzbiła się w przestworza. Kilka potężnych machnięć skrzydłami przybliżyło ją do uciekinierów. Pewnie chwyciła pierwszego gruchota za tylny zderzak, niestety ten został jej w łapie. Zdezorientowana Pierzasta straciła równowagę i koncertowo przejechała paszczą po nieludzko równym asfalcie.
Djura zatrzymała swoje auto i ze złością zaciągnęła ręczny. Straciła trop. Stała teraz na drodze i paliła głupa. Z niemocy włączyła awaryjne i wygodniej usadowiła się w fotelu.
- Nie ma to jak utknąć na asfaltowej pustyni, kilkadziesiąt kilometrów od najbliżej cywilizacji. - złapała się za głowę i ciężko westchnęła. Z nudów spojrzała w lusterka, aż zaniemówiła. Pośpiesznie odpięła pasy bezpieczeństwa, otworzyła szeroko drzwi i wyskoczyła jak nieoswojony chomik z klatki. Kilka sekund później w jej samochód wbiły się nieokiełznane trabanty.
- Djura, żyjeeeesz?! - zrozpaczona dziewczyna usłyszała zasapany głos Lucy. Lada moment na miejsce karambolu przybiegły fojerfrałen. Mimo zmęczenia rzuciły się na powgniatane samochody aby uwolnić przerażonych emerytów.
- To się wyklepie, to się wyklepie...- powtarzała jak mantrę Djura, olała akcję ratunkową, przylepiła się do swojego auta i zaczęła je pieszczotliwie głaskać. Mewa wyrzuciła w pole urwany zderzak i wyciągnęła z żółtej mydelniczki dziadka przywódcę, który do złudzenia przypominał wściekłego orangutana.
- Czas spadać, inaczej nas wsadzą do pierdla.- podsumowała Offca łapiąc Sayuri za rękę, nie mogła pozwolić aby dziewczyna rozwiązała emerytów i tym samym zesłała na nie zgubę.- Musimy iść.
- Tylko gdzie? - zapytała Klaudia krzyżując ręce na piersi.- Niedługo zapadnie zmrok, w dodatku Djura nie zostawi samochodu...
- Na wschód! We wszystkich grach i filmach zawsze idą na wschód! - Wełna schowała pejcz za pasek i wgramoliła się na zdezelowane auto koleżanki.- Ja wybijam rytm, słabsze sztuki do środka, główna siła pociągowa ciągnie z przodu a Djura, Lucy i Luna pchają.
- Dlaczego zawsze ja!? - zaświergotała Akolitka.
- Smyrnąć cię po tym pierzastym kuprze? - propozycja złożona przez komendantkę ekipy była nie do odrzucenia. Dwa soczyste baty sprawiły, że Mewa ochoczo podczepiła metalowe skrzydła pod blachę i ruszyła.
- Pięknie. Same na niemieckim pustkowiu otoczone morzem niejadalnego asfaltu. Cudownie.- skomentowała Lucy i posłusznie poczęła pchać auto.
Wyjdź na dwór, może pod twoim blokiem napier**lają się magowie!
#184156 | Dodano: 28.11.2011 08:53:55
Till, przytrzymywany wspólnymi siłami Paula, Olliego i Schneidera, uspokoił się wreszcie trochę i przestał stanowić bezpośrednie zagrożenie dla Flakego, który zbierał się właśnie z podłogi, na wszelki wypadek chowając się wciąż za plecami Ryśka.
- Zakrzywienie czasoprzestrzeni - mruknął, poprawiając okulary. - Naprawdę, nie wiecie, o co chodzi? Dobra. Schneider, odpal komputer, to wam pokażę.
Schneider zawahał się. Zwykle bronił dostępu do swego laptopa jak niepodległości, ale tym razem sprawa była zbyt ważna.
- Nie bój się, nie będziemy czytać twojego pamiętniczka! - uspokoił go Flake.
- I tak go znamy na pamięć... - mruknął pod nosem Paul.
Schneider rozejrzał się jeszcze raz, ale widząc wbity w siebie twardy, nieustępliwy wzrok wszystkich kolegów, zrezygnował z protestów i poczłapał po laptop.
Po półgodzinie wyjaśnień i pokazywania coraz bardziej skomplikowanych wykresów i wizualizacji, rozpromieniony Flake podniósł wzrok znad ekranu - i mina mu zrzedła, gdyż twarze pozostałych ramsztajnowców nie wyrażały nic poza głębokim osłupieniem. Nie wydawało się, by zrozumieli cokolwiek z jego tak starannie przygotowanego wykładu. Zapadła dłuższa chwila ciszy.
- No więc, eee... - Till postanowił uratować honor zespołu - twierdzisz, że w wyniku... eee... zaburzeń magnetycznych i plam na słońcu, nastąpiła... eee... mannomania?
- Anomalia - poprawił go cierpliwie Flake.
- Anomalia. Która spowodowała powstanie wiru czasoprzestrzennego, który zahaczył o Rammwillę i wessał nasze Frauen? No i? Gdzie one teraz są?
- Gdzieś są, lecz nie wiadomo, gdzie... - stwierdził filozoficznie Ollie.
- I jak je odnajdziemy? - rzucił, praktyczny jak zawsze, Richard.
- Jest na to sposób! - uśmiechnął się Flake. - Można by zbudować elektrospektromagnetofiubździudekognitywator inwigilacyjny, który...
- Że k**wa co? - wyrwało się Tillowi.
- Taki wihajster, co znajdzie nasze dziewczyny! - domyślił się Paul.
- Właśnie - Flake podziękował mu lekkim skinieniem głowy. - No więc, możemy go zbudować, on je wytropi, a następnie za pomocą kontrolowanego wiru czasoprzestrzennego zassie Frauen z powrotem i wyrzuci je prościutko na piętro w willi.
- Genialne... - rozpromienił się Schneider, patrząc na Flakego z głębokim podziwem.
- Wiesz, jak to zbudować? - upewnił się Till.
- No pewnie. - Mina Flakego mówiła w tym momencie wyraźnie "nie takie rzeczy śmy z panem Heńkiem po pijaku budowali!". - Jest tylko jeden mały problem...
- Jaki?
- Kasa! - westchnął ciężko klawiszowiec. - Wszystkie potrzebne materiały, sprzęt i w ogóle... - Przysunął się znów do komputera, stukając zawzięcie w klawiaturę. - Uwzględniając wahania kursu... oraz inflację... oraz wzrost cen po zalaniu fabryk na Tajwanie... oraz... hm... to wyjdzie... No, tak lekko licząc osiemdziesiąt milionów.
- Czego? - dopytywał Rysiek.
- Ojro, oczywiście.
- Żesz kurde... - Rysiek podrapał się w głowę. Zachrzęściło. - Musielibyśmy wydać jeszcze... niech pomyślę... Top Wszech Czasów w edycji Super Super Deluxe, wszystkie dema, zrobić trasę po całym świecie z Antarktydą włącznie... a i tak nie wiem, czy zebralibyśmy połowę.
- No więc co teraz? - Till zaczynał się niecierpliwić.
- Ukradniemy? - wtrącił nieśmiało Schneider. - No co? Słyszałem, że pierwszy milion trzeba ukraść, a potem już samo idzie.
- Wiecie, to jest myśl! - ożywił się Paul. - Znam kogoś, kto nam pomoże... - dodał tajemniczo.
Koledzy patrzyli w napięciu, jak wyciąga telefon i wystukuje jakiś numer. Polski! - zdążyło zarejestrować bystre oko Olliego.
W ciszy słychać było tylko przeciągły sygnał. Wreszcie lekko zachrypnięty głos powiedział - Halo?
- Rammciu, to ty? - rozpromienił się Paul. - Słuchaj, mam do ciebie taką bardzo pilną sprawę...
http://kura.pinger.pl/
http://www.sierzantundsaper.fora.pl/
http://niezatapialna-armada.blogspot.com/
http://www.sierzantundsaper.fora.pl/
http://niezatapialna-armada.blogspot.com/
#184272 | Dodano: 28.11.2011 19:51:31
-Czy oni ten asfalt, kutwa, na noc zwijają? - burknęła pod nosem Mewa.
-Nie wydaje wam się to dziwne? - odezwała się przytomnie Lucy, rozglądając się po twarzach towarzyszek.
-Co znowu?
-Wiesz, odkąd się z wami zaprzyjaźniłam, wiele rzeczy przestało mnie dziwić - westchnęła sentencjonalnie Sayuri, kładąc dłoń na ramieniu przyjaciółki.
-Wędrujemy z tym złomem już od dobrych czterech godzin, a nie minął nas żaden samochód, żaden pieprzony cyklista, nic, nawet jeż nie przeciął nam drogi, nic, zupełnie nic! To w końcu droga szybkiego ruchu w jednym z najbogatszych państw Unii Europejskiej, nie? Coś jest nie tak...
-Scheissway to hell - zamruczała Offca, kręcąc młynki pejczem. -Zagubiona autostrada czy ki diabeł? Wydaje mi się, że powinnyśmy zostawić złomy, dziadygi wziąć na smycze i pruć do przodu. Ta trasa musi się gdzieś kończyć.
-Nie zostawię mojego maleństwa! - wykrzyknęła nieprzytomnie Djura.
-Na litość boską, kobieto, otrząśnij się! Przysięgam, że jak dotrzemy do Rammdomku, to ze zaskórniaków Flake, które chomikuje w skarpecie pod materacem, kupimy ci nowy wóz! - Stoktos nie wytrzymała nerwowo.
-Widzę coś na horyzoncie - zakomunikowała Wełna i zeskoczyła z dachu skasowanego trabanta. -Przed nami jakiś budynek.
Wyciągnęli dziadki z rozbitych samochodów, odciągnęli siłą Djurę od jej ukochanego autka, po czym zgodnym truchtem FeuerFrauen ruszyły we wskazanym przez Wełniastą kierunku.
Budynek okazał się opuszczoną stacją benzynową, rodem z tanich horrorów klasy B o zombie. Ruda, z bezpiecznej odległości, obeszła ruderę dookoła.
-To motel. Po drugiej stronie znajduje się zepsuty neonowy szyld - zakomunikowała.
-Co robimy?
-Zaczyna się ściemniać, poza tym szykuje się niezła nawałnica - jakby na potwierdzenie słów Mewy, gdzieś niedaleko błysnęło, a po chwili rozległ się potężny grzmot. -Schowamy się tam przed burzą.
Elias, wach auf, du lebst einen Traum!
#184483 | Dodano: 29.11.2011 18:41:45
-Kobieto, nie musisz od razu tak szaleć - powiedziała Luna pomagając podnieść się przyjaciółce.
-Nie poradzę nic na to, że te starocie wyleciały z zawiasów! -warknęła Offca wstając i otrzepując się z kurzu.
-Dobra, już dobra. Wchodźmy, bo nie mam ochoty przemoknąć - Stoktos przepchnęła się między towarzyszkami podróży i walnęła dłonią we włącznik światła. Żarówka zapaliła się po czym błysnęło i zapadła całkowita ciemność.
-Super... - mruknęła pod nosem Ruda - nie dość, że nie wiemy gdzie jesteśmy, to jeszcze będziemy spać po ciemku z bandą karaluchów i innych badziewi...
Wszystkie wpakowały się do pokoju, po czym rozpoczęły żywą dyskusję o tym jak znajdą Rammwillę.
-Chwila, chwila! - rozmowę ucięła Lucy - nie słyszę Sayuri, gdzie ona się podziewa?
W pokoju wybuchła panika, ponieważ za oknem było już ciemno a poza tym znajdowały się w miejscu niezbyt dogodnym do przebywania samemu. Niebezpiecznym nawet dla jednej z FeuerFrauen. Kilka sekund później zobaczyły łunę światła zbliżającą się w stronę pustych ram, gdzie kiedyś znajdowały się drzwi. Dziewczyny zbliżyły się do siebie, niektóre nawet zaczęły szczękać ze strachu zębami. Światło stawało się coraz mocniejsze i mocniejsze.
-Zginiemy tutaj- powiedziała bez większych emocji odurzona skrętem Mewa.
-Achaaa! - do pokoju wskoczyła Sayuri. W jednej ręce trzymała palącą się pochodnię a w drugiej kilka innych, niezapalonych.
-My tu ze strachu umieramy, bo się nagle zgubiłaś, a ty tu z pochodniami wyskakujesz! - Klaudia rzuciła w przyjaciółkę zatęchłą poduszką.
-Z czego...?- Offca była pod wrażeniem. Służyła kiedyś w Legii Cudzoziemskiej, ale nie dotarła do poziomu tworzenia własnych pochodni.
Sayuri uśmiechnęła się, pokazując wszystkie zęby, które mieniły się w blasku ognia.
-No jak to z czego? Parę patyków, na recepcji znalazłam jakieś podarte ręczniki. Za motelem stoi jakiś rozwalony samochód. Tak się składa, że miał w baku jeszcze trochę benzyny. Na Hawajach robienie takich rzeczy to standart.
Hawajka rozdała resztę pochodni przyjaciółkom. Kilka godzin później dziewczyny smacznie spały mimo szalejącej na zewnątrz burzy. Jednak w pewnym momencie Stoktos obudziło dziwne skrzypienie na zewnątrz. Rozejrzała się po pokoju. Wszystkie przyjaciółki były w środku. Więc to żadna z paczki...
***
-...tak, jutro wysyłam tira z wódką i najlepszymi niemieckimi piwami! - Paul rozłączył się i wyszczerzył w radosnym uśmiechu - załatwione!
-Nie mamy pieniędzy a ty chcesz wysyłać gdzieś do Polski alkohol? -wrzasnął Richard i ruszył w stronę drugiego gotarzystu- za kasę, której nie mamy?!
-Człowieku, spokojnie! - Landers zrobił parę kroków w tył - alkohol załatwią pewni znajomi, kompletnie za darmo i może nie kompletnie legalnie, ale w zamian dostaniemy kasę na elektrospecośtam!
-Co to za jeden? - Flake skrzyżował ręce na klacie - ten Rammcio?
Oczy Paula rozbłysły, na twarzy pojawił się błogi uśmiech.
-Stare dzieje... - odpowiedział, ale zaraz przywołał się do porządku - yhm... pieniądze będą na koncie jeszcze dzisiaj, więc nie marnujmy czasu.
-Tak! - Till jakby wyrwał się z zamyślenia. Wstał i uderzył w głowę siedzącego przy komputerze klawiszowca - czego czas marnujesz? Już! Kupuj! A wy - wskazał palcem na resztę - ogarnijcie trochę ten burdel, bo musimy gdzieś postawić ten wihajster.
Krzyś, Ollie, Richard i Paul niezbyt chętnie ruszyli w stronę góry mebli i innych śmieci leżących na środku salonu. W tym samym momencie rozległo się pukanie do drzwi.
#184740 | Dodano: 30.11.2011 19:27:19
- Przeeeepraszam, to odruchowo było - uśmiechnęła się niewinnie - Co się stało - dopiero teraz zauważyła zaniepokojoną minę stoktos.
- Naa...na zewnątrz coś zaskrzypiało - przełknęła głośno ślinę - A wszystkie dziewczyny sobie smacznie śpią. Więc przyszłam do ciebie bo nie chcę wywołać paniki. Ale mam jednie...CO TO DO CHOLERY BYŁO!!! - wełnaiasta zasłoniła jej ręką usta by nie pobudziła reszty dziewczyn. Na migi pokazała jej aby wyszły z pokoju w który tymczasowo zamieszkały. Po drodze stoktos oderwała deskę ze ściany i mocno ja chwyciła. Offca spojrzała na nią wymownym wzrokiem
- Ty masz pejcz! - syknęła.
Nagle usłyszały głosy dochodzące ze stacji benzynowej. Dziewczyny zaczaiły się niczym agent 007 i ruszyły na przeszpiegi. Obie zgrabnie i cicho jak myszy pod miotłą zakradały się coraz bliżej.
- Aaaaaaaa - krzyknęła nagle stoktos, bo ktoś ją połaskotał. Za nią stała Djura.
- CO porabiacie? - uśmiechnęła sie szyderczo, a zarazem dumna z siebie, że wystrarszyła przyjaciółkę, co rzadko sie udaje.
- Kto tam jest!? - krzyknął mężczyzna, na którego czaiły sie dziewczyny - Wychodzić, ale już! - wełniasta spojrzała na Djurę zabójczym wzrokiem. Przed oczami przeleciało jej całe życie. FeuerFrauen wyszły z podniesionymi rękami do góry - - Witam... - mężczyzna ukłonił się i schował broń za pasek - CO panie tutaj robią, o tak późnej porze?
- Wydaje się całkiem miły...- szepnęła stoktos do wełniastej - Jesteśmy...Zgubiłyśmy się. Nadeszła burza i to było jedyne schronienie jakie było w okolicy - zaa pleców rozmówcy dziewczyn wyszedł następny mężczyzna nieco młodszy, ale urodą obaj baaardzo grzeszyli. Grzecznie sie przywitał i przedstawił.
- Może możemy wam jakoś pomóc?
You of all people should know. That what's dead should stay dead.
#184748 | Dodano: 30.11.2011 19:59:12
-Niestety,przyjechaliśmy na motorach i niemożemy was zabrać...
-Ale nad ranem wykonamy kilka telefonówi zobaczymy co się uda zrobić,tymczasem zapraszam piękne panie na poczęstunek,sami nie damy sobie rady z naszymi zakupami żywnościowymi - błyskawicznie uzupełnił młodszy prezentując klawiaturę olśniewająco białych zębów.
Dziewczyny nie dały się długo namawiać,urok osobisty tych dwóch wprost zwalał z nóg. "Zakupy żywnościowe okazały się być góóórą żelków i szwajcarskich czekoladek,oraz kilkoma butelkami kapitalnego Porto.
Widząc to Djura tylko jękneła,od jakiegoś czasu jej życie składało sie głównie z diety więc tytanicznym wysiłkiem odwróciła się i wróciła do pokoju gdzie spała reszta dziewczyn.
Kiedy sprawdzała godzinę na ekranie swojej komórki,do jej głowy uderzła myśl,tak genialna w swej prostocie,że żadna z Feuerfrauen na nią nie wpadła.Może by tak po prostu zadzwonić do któregoś z chłopaków...
- So here we are: two people... streetlamp... full moon...
- ...Guy pissing onto dump... Oh, did I brake the mood?
- ...Guy pissing onto dump... Oh, did I brake the mood?
#185327 | Dodano: 03.12.2011 14:51:12
- WSTAAAAAAAAWAĆ! - ryknęła na cały regulator - Wyciągać telefony, raz dwa! Sprawdzać listę kontaktów! I meldować mi o jakichkolwiek numerach, które mogą nas doprowadzić do Rammsteinów!- FeuerFrauen, wyciągnęły telefony i zaspane zaczęły przegrzebywać swoje komórki. Jedna po drugiej z żalem chowały telefony do kieszeni i kładły się spać. Załamana Djura usiadła na starym fotelu, z którego wychodziły sprężyny i schodził materiał.
- Jaa...jjjj...aaaa.. - Djura poderwała się z krzesła i podbiegła do Klaudii, po drodze deptając boguwinne dziewczęta. Mocno nią wstrząsnęła - Ja mam numer do Rammdomku! - krzyknęła z niedowierzaniem. Djura porwała ja za rękę i pobiegły do stoktos i wełniastej. Wparowały do starej stacji benzynowej. Klaudia nic nie wiedząc, że dziewczęta imprezują sobie z olśniewająco pięknymi facetami, których uśmiech powala zmierzyła przyjaciółki mrożącym krew w żyłach spojrzeniem. Kulturalnie przedstawiła się nowo poznanym mężczyznom i porwała jedna żelkę i dwa batony, ponieważ kiszki marsza jej grały od paru dobrych godzin.
- Przejdzmy do rzeczy! - wycedziła przez zęby niecierpliwa Djura
- No dobrze! Więc, okazało się że, nie wiem jakim cudem, ale mam w telefonie numer do chłopaków! - w pierwszym momencie stoktos i offca nie uwierzyły w słowa dziewczyn. Dopiero po chwili widząc, że one jednak mówią na serio, przeprosiły mężczyzn i wyszły przed budynek.
- Na co czekasz! DZWOŃ! - powiedziała, wciąż niedowierzająca offca. Klaudia wyciągnęła telefon i wybrała numer.
- Haloooo? Tutaj Klaudia, czy dodzwoniłam się do Rammwilli? - z niecierpliwością dziewczyny czekały na odpowiedz - Jak się cieszę że cię słyszę!!!...Haaaaaalo?! - Klaudia zrobiła się cała czerwona ze złości - Ta...Taa..taaaa rozłączyła się! Za-bi-ję go!
*Tymczasem w Rammdomku*
Chłopaki siedzą w ogrodzie i czekają na przesyłkę, którą zamówił Falczek. Schneider, wrócił i usiadł na leżaku.
- Kto dzwonił? - zapytał zainteresowany Paul.
- Nie uwierzysz! Klaudia! - Chłopakom zrzedła mina
- TY IDIOTO!- krzyknął Richard - A wiesz gdzie one może są!? - Schneider pokręcił przecząco głową.
You of all people should know. That what's dead should stay dead.
#185844 | Dodano: 04.12.2011 19:39:28
- Trzymajcie mnie! Inaczej uduszę kudłacza! - ryczał tłocząc pianę z pyska, silne mięśnie widocznie drgały pod skórą, błyskał białkami przekrwionych oczu niby wściekły byk. A może po prostu bujna grzywka wchodziła mu w ślepia? Któż to wie.
- Wstrzymaj konie, zacny ziomie.- Mistrz zakurzył skręta i ułożyła się w pozycję więdnącego lotosu. Wolno otworzył oczy, jego samoistnie falujące kimono zafalowało, choć nie było wiatru.- Zamiast się szarpać ogarnijcie przesyłkę.
- Że co? - Richard komicznie uniósł jedną brew, nieprzerwanie smarował swoje błyszczące ciało oliwką dla dzieci.
- Pachniesz lawendą! - nagle wypalił Paul zaciągając się aromatem Żelosława.
- Bo to oliwka na dobry sen! - po tych słowach wylał na siebie resztę buteleczki i dobrze rozsmarował. W tym samym czasie pod nędzny, gnijący płotek odgradzający Rammvillę od ulicy, podjechał czerwony skuter z wielkim kartonem na bagażniku. Flake pognał do bramki niby wyścigowy hart. Jednym, zwinnym susem przeskoczył płot i wylądował obok dostawcy. Pospiesznie wypisał czek, wręczył go grubemu dziadkowi i okrążył kilka razy pudło.
- Chłopaki, chodźcie! - wydarł się tak, jak tylko on potrafił.- Musimy działać szybko!
***
Offca przygryzła wargi. Poczuła w ustach słony smak, bynajmniej nie była to lukrecja.
- Coś mi tu nie pasuje. Goście z żelkami na motorach, trabanty a teraz Krzysztof nas zlewa? - wyciągnęła zza paska pejcz i czule pogładziła go po chropowatej, skórzanej rączce.
- Frałen, mordy w tyłki, spać nie można. Nawet skręty już nie pobudzają! - do pomieszczenia koncertowo wtoczyła się Mewa. Pogięte, czarno-czerwone kimono, które nie widziało żelazka od kilku miesięcy, nie prezentowało się najlepiej.- W dodatku te krowy za oknem ryczą i dzwonią dzwonkami, chyba trzeba je wydoić! - machnęła łapą w stronę okna, oparła się zawadiacko o odpadającą framugę i zakurzyła herbacianego skręta wypuszczając z dzioba kółeczka dymu.
- Jakie krowy? - wjazd Pierzastej wprowadził dodatkowy zamęt do mózgu Offieczki.
- O kierwa, co to jest? - mężczyzna z bronią za paskiem miał oczy jak pięć złotych. W sumie jego ziomkowie wyglądali na równie zdezorientowanych.- Już widzę te dolary! Ostra Diablica ze stacji benzynowej - wskazał na Wełnę - i Upadła Anielica. Od dzisiaj dostępne w "Pęku Róż"!
- A co my, gadu gadu? - oburzyła się Djura ale spotulniała widząc berettę w ręku szefa gromady.
- Po prostu zajedwabiście. Nie dość, że mamy iść do burdelu, to jeszcze z krowami. Jacyś niewydarzeni ci złodzieje bydła. - burknęła Wełna mocniej zaciskając dłoń na pejczu.
- Ja nigdzie nie idę, mam ciekawsze rzeczy do roboty. - Mewa strzeliła focha i, na znak dezaprobaty, rozłożyła metalowe skrzydła na całą szerokość. Srebrne, przypominające katany lotki zdzierały płaty farby ze ścian, zębatki klekotały głucho i nieregularnie.
- Niezłe sztuki. Chłopy, związać dziewuszki i lecimy do bazy.
- Najpierw ozdobię twoje tłuste dupsko pięknymi, czerwonymi pręgami. Gwarantuję, że wolałbyś posypać je solą niż dostać nowe.
- Myślisz, że ta zabaweczka mnie przestraszy? Takie gadżety przydadzą ci się w nowej robocie, maleńka. - zacharczał niski, przygruby mężczyzna, który stał po prawej stronie szefa.
- Ci ludzie nigdy się nie nauczą, że nie zadziera się z FojerFrałen. Przeżyłyśmy już wszystko, jesteśmy przyboczną strażą Ramsztajnów, uciekłyśmy z Alcatraz, byłyśmy w Niebie, pokonałyśmy menadżera i Zgniłego Pieska...- zaczęła wyliczać na palcach Sayuri.
- Nie zapominaj o kopiach chłopaków! - wtrąciła się ochoczo Stoktos.
- Dosyć przeciągania.- błysnął ostry, zdobny berdysz.- Potęgo Zioła przybywaj!
Wyjdź na dwór, może pod twoim blokiem napier**lają się magowie!
#185952 | Dodano: 04.12.2011 21:50:50
To w ogóle nie zmartwiło stręczycieli, wręcz wywołało spazmy złowieszczego śmiechu rodem z tanich kryminałów. Przywódca bandy pstryknął palcami, na ten sygnał drzwi znajdujące się za FojerFrałen gwałtownie otworzyły się, do środka wparowało jeszcze czterech byczków w przyciasnych garniturkach, o twarzach nieskażonych żadnymi mądrymi myślami. W rękach ściskali wypolerowane, niezawodne karabinki AK47. Lufa broni maszynowej załaskotała Lucy w plecy. Stojące z tyłu Frałen w geście poddaństwa uniosły dłonie do góry.
-Mamy więcej argumentów, niż wam się wydaje, złociutkie - boss wyciągnął za pazuchy złotą papierośnicę z wyrytymi inicjałami A.A. i wyciągnął papierosa. Ponownie pstryknął palcami; tuż obok jego ramienia zmaterializował się jeden z przybocznych i ofiarował mu ogień z zapalniczki zippo.
-Proszę, szefuńciu - zaszczerbiotał słodko sługus.
-Panienki, radzę pochować skrzydła, berdysze, pejcze, odstawić krzesła i porzucić wyrwane nogi od stołu - uśmiechnął się paskudnie. -Od tej pory jesteście moją własnością.
Lufy karabinów natrętnie szturchały dziewczęta w plecy, kierując je w stronę wyjścia z pomieszczenia. Na zewnątrz czekała już zdezelowana stara chłodziarka, którą otaczały cztery lśniące, czarne BMW. Pachołki otworzyły ciężkie drzwi ciężarówki, a szefuńcio szarmanckim gestem zaprosił Frałen do środka. Nie pozostało im nic innego, niż skorzystanie z zaproszenia...
***
Flake wyciągnął ostatnią śrubkę z dna pudełka i z pedantyczną dokładnością odłożył ją delikatnie na podłogę z salonie. Salon nie przypominał już salonu, wszystkie meble wywalono przez okno, dywan zrolowano i rzucono do kuchni. Całą podłogę zajmowały części od wihajsterka, ustawiono równo, w niemalże wojskowym szyku, w kolejności zgodnej z instrukcją. Ową instrukcje w wielkich łapskach miętosił Till, który przypatrywał się jej bacznie, ze skupieniem na twarzy. Przekrzywiał zabawnie głowę za każdym razem, gdy odczytywał kolejne podpunkty, obracał kartkę na wszystkie strony.
-Ni uja rozumiem - odparł wreszcie bezradnie.
-Spokojna twoja rozczochrana, wystarczy, że ja ogarniam tę kuwatę. A teraz dawaj mi to. Tylko ostrożnie! Spróbuj tylko przesunąć jakąś śrubkę, a będziesz spał na wycieraczce!
Till wychylił się do przodu, wyciągnął, jak tylko mógł i podał Doktorkowi zgiętą na pół kartkę. W tej samej chwili do salonu raźnym krokiem wdarł się Richard. Kapało od niego oliwką, którą się wysmarował; pech chciał, że poślizgnął się na niej i wygrzmocił się na ziemię, prześlizgnął przez cały salon, roztrącając części maszynerii i wylądował pod nogami Mistrza stojącego przy oknie.
-Ty idioto! - zawył rozwścieczony Flake. -Czy ty masz żelka zamiast mózgu?! Teraz znowu będę to musiał układać w odpowiedniej kolejności! Tracimy tylko czas! Nie wiadomo, co się dzieje z naszymi dziewczynami!
Ollie, który do tej pory w skupieniu obserwował Paula starającego się wyłowić z basenu Krzyśka, odwrócił głowę od okna i powiódł po zgromadzonych w salonie nieco nieprzytomnym wzrokiem.
-Mam złe przeczucia - zawyrokował, a jego kimono zafalowało złowrogo.
Elias, wach auf, du lebst einen Traum!












