Co chciał(a)byś w podziękowaniu za opłacenie składki na serwer?
.:: Forum -> Koncerty -> RELACJA z próby generalnej przed trasą. 31.10 Berlin/Pankow/Black Box Music
#27680 | Dodano: 02.11.2009 10:51:09
Próba generalna z publicznością przed rozpoczęciem trasy, 31.10.2009.
Start - 20.00
Kiedy zabierałem się za odpowiadanie na trzy pytania zamieszczone na www.rammstein.de/blog, ani przez chwilę nie przypuszczałem, że jako jeden z setek członków Community wylosuję bilet na próbę. Odpowiedziałem raczej prawidłowo (chyba że to nie Olli śpiewał-ryczał Intro na koncertach w "Mein Teil"), kliknąłem i cierpliwie, mit Besonnenheit, czekałem na wyniki. Przyszły później, niż Pilgrim obiecał, bo 9 października. Siedziałem akurat w Złotych Teresach, piłem Paulanera, słuchałem Bückstabü, czekałem na zacną małżowinę i... zajrzałem sobie na Facebook. Patrzę, a tu kolega Niemiec wrzeszczy w statusie: - Juhuuu, wygrałem, wygrałem! Rammstein Community rozesłała zbiorczego maila o 16.58.
Patrzę do skrzynki, nic ni mo, w płakanie wpadam, gorzko mi na sercu, żona przychodzi, oddajemy się racjonalizowaniu, że zasada przypadku jest mordercza, okrutna, niesprawiedliwa i że nic nie można było zrobić. Ot, toto-lotek.
W domu jesteśmy o 20.30, stawiamy na stole Paulanera, wrzucamy Völkerball i... intuicja podpowiada mi, żeby raz jeszcze łypnąć przez komorę do skrzynki mailowej. Patrzę: mail od Info Pilgrim. Jest 21.00, dostaję indywidualną informację: Gratulujemy, wygrałeś specjalne, podwójne zaproszenie na próbę przed trasą. Bilety lotnicze, hotel i in. na nasz koszt. W poniedziałek będziemy się z tobą kontaktować, podaj tylko aktualny numer telefonu.
Wiecie, co się działo? Żona opowiadała, że oczy zrobiły mi się wielkie jak dwie głowy kapusty, ręce zaczęły się trząść, a całe ciało (łącznie z duszą zapewne) podskakiwać, osiągając poziom sufitu. Tańczyłem, skakałem, śpiewałem. Moja połowica smutna, że sobie sam pojadę, ale szybko jej wyjaśniłem: – Nieeeee, jedziesz ze mną, jedziesz ze mną, jeeedziesz ze mną!!! I to nasz koszt R+!!!
A teraz sama Wielka Przygoda (chyba największa i najwspanialsza w całym moim życiu).
Wyruszyliśmy z żoną 31.10 z Okęcia o 6.45 rano! - w tym celu trzeba było wstać ok. 4.00. Na Berlin De Tegel wylądowaliśmy o 8.00 i szybko zabraliśmy się za szukanie hotelu w dzielnicy Oranienburg, Hotel Velvet, Oranienburger Strasse 52. Trochę to potrwało - wreszcie bingo. Przeżyłem autentyczny szok, kiedy meldując się, dostałem do podpisania świstek, na którym wyraźnie w rubryce "kto płaci", widniało: RAMMSTEIN GBR. Tak jest, na kolana padłem i już nie wstałem. Pokój fantastyczny, z ogromnym łóżkiem i bezścienną łazienką - zamiast ścian, gustowne firanki!
O 15.00 spotkaliśmy się na Alexander Platz ze znajomym Niemcem z Lifad.org, z którym udzielaliśmy się b. intensywnie na tej stronie właściwie od początku jej istnienia – wybierając Facebook (tam to się działo!), a rezygnując z Twittera. Sama wyprawa na Pankowe - ibrhhhhhh. Przegapiliśmy przystanek, zajechaliśmy na koniec świata i groziło nam spóźnienie się lub, co gorsza, nietrafienie na próby. Ale daliśmy radę.
Black Box Music mieści się na olbrzymim industrialnym terenie z mnóstwem ogromnych hal i wiadomym klubem, ukrytym bardzo daleko od wejścia głównego. Pierwsza bramka przy wejściu, druga już przy Black Box Music. Czarny namiot prowadzi do klubu, dalej po prawej wejście dla zespołu. Tu stoi masa białych ciężarówek i kilka czarnych lub granatowych mercedesów z rejestracjami RAMMSTEIN Reise, Reise - dowcipnie:) Po koncercie okazuje się, że Till przyjechał vanem, a Kruspe z córką (nie Kirą! – dużo młodszą, która uparcie wołała do niego: - Papa, papa!) i przyjaciółką tejże BMW. Ale o tym potem.
W namiocie stoliki i rejestratorzy. Każdy z nas musiał mieć ze sobą przesłany przez Rammstein Community albo Info Pilgrim bilet wstępu z kodem. Nie powiem, kolejny szok – kiedy pokazałem dokumenty, usłyszałem od osoby rejestrującej: – Aaaa, to ty, Maciek! No to myśmy pisali do siebie maile. Miło cię poznać! – proszę, usłyszeć coś takiego z ust Przedstawiciela Boskiego PILGRIM, no miód na serce.
Dostaliśmy jeszcze serduszko LIFAD i pruuu, ustawiać się w sali. Wokoło raczej na czarno ubrani ludzie, większość 30+, wielu się zna – w sumie około 150 osób. Było kilku przyjaciół Rammsteinerów (Paul kiwał do nich ze sceny, uśmiechając się promiennie) i rodzina (ekscentryczne panie z dziećmi), a także my - wybrańcy losu. Razem z kumplem wypiliśmy dla animuszu kilka małych Karlsbergów, moja towarzyszka zajęła nam miejsce tuż przed Paulem, ale w sumie nie było tłoku - można się było dowolnie ustawić.
Próba rusza tuż po 20.00, po niemiecku punktualnie.
Klimat mroczny - dominują kolory czarny, grafitowy, granatowy z dodatkami czerwieni, dużą ilością dymu i ognia. Panowie ubrani na czarno, Paul ma dwa nowe tatuaże, w tym jeden na tyle świeży, że jeszcze widać opuchnięcia. Poza tym - dużo grubych srebrnych łańcuchów. Oprócz pierwszego utworu - wszyscy rozebrani do pasa. Wyraźnie odchudzeni i wytrenowani. No, niezłe muskuły, muszę przyznać. Schneider ma obwiązane szmatami nadgarstki! Olli wkracza brodaty, w bluzie dresowej i kapturze. Pan Flake w srebrno- niebieskim uniformie z... bo ja wiem, cekinami zdobiącymi całość? Kruspe zmienił fryzurę - teraz przypomina skrzyżowanie Elvisa Presleya z Marleną Dietrich.
Pierwszy utwór - Rammlied. Intro rewelacyjne, Paul i Richard przebijają kilofami wielką ścianę, wkraczają mocnymi gitarowymi riffami, bach, ciach, ściana przebita, chłopaki ustawiają się przy mikrofonach i zaczyna się Wielkie Show – postmoderna, kabaret, ironia i powaga, nuta prześmiewcza i prawdziwy raj dla miłośników ostrego grania. Stoimy z kumplem i żonką dwa metry od Paula, ze wzrokiem na wysokości jego gitary - na początek ma Gibsona Les Paula Custom Black Beauty, która nas, paulistów, rzuca na kolana. Dobra dobra, nie samym Paulem Rammstein stoi. Po chwili na scenę wkracza Till - w czerwonym fartuchu rzeźnika, siatce na głowie, z klamrami w policzku i światełkami tryskającymi z ust. Nie wydaje mi się, żeby to był piercing - raczej rodzaj sprytnego montażu. Śpiewa dobrze, coraz lepiej. I tu ciekawostka - często nawiązuje kontakt wzrokowy z publicznością. Parę razy nawet ze mną!
Niemiecka publiczność trochę jakby niemrawa. Stoi, gapi się, nie śpiewa (czy to wina sali, na której dało się wprawdzie ustawić potężną scenę, ale już widownia malutka, góra 20 x 5 metrów?). Nie mam nic do stracenia, myślę sobie, i zaczynam "na własny rachunek" szaleć. Skaczę, wiercę się, wymachuję łapami, śpiewam. To samo, bardzo żywiołowo, robi jeszcze parę osób. Jest nas tu ze 150 fanów i ze 20 przyjaciół.
Klamrą spinającą setlistę są Rammlied i Ich Will, w sumie wygląda to tak:
1. Rammlied
2. B*******
3. Waidmanns Heil
4. Keine Lust
5. Feuer frei!
6. Weisses fleisch
7. Wiener Blut
8. Frühling in Paris
9. Ich tu dir weh
10. Liebe ist für alle da
11. Links 2-3-4
12. Haifisch
13. Du hast
14. Pussy
15. Benzin
16. Sonne
17. Ich will
Bisy:
18. Seemann
19. Rosenrot
20. Engel
Najlepiej wypada demonicznie szybka Weidmanns Heil - tu rzeczywiście salę ogarnia szaleństwo. Niezły show przy Wiener Blut. Till stoi na olbrzymim cokole tuż pod sufitem, spoglądając groźnie na tkwiącego w wannie Flake'a. Pod koniec z sufitu spływa las plastikowych lalek bez oczek i nóżek. Jednym słowem - fenomenalny spektakl teatralny, dopracowany w każdym szczególe. Nieźle wypadają Haifisch, Liebe ist fur alle da to absolutny młot, koncertowa rewelacja! Także niezbyt przeze mnie lubiana Pussy daje się słuchać. Engel bez chórków, w twardszej wersji, bardzo dopasowane do klimatu płyty - podobają mi się nieoczekiwanie.
Wpadki? Tym razem już niewiele. Paul rozwala nóżką mikrofon, chyba zbyt intensywnie go kopie. Raz wysiada mu gitara, a w pewnym momencie zaczyna natrętnie grzebać sobie w uchu. Kruspe już nie ma problemów z odpaleniem, ognia (były przy dwóch pierwszych próbach), ale w sumie wygląda na raczej niezadowolonego (nieszczęśliwego?). Mam niejasne wrażenie, że czuje się trochę wyobcowany. Olli daje świetne intro przy Seemanie - potem wkracza Paul z ostrymi przyprawami. Kruspe się zapodział, więc Paul gra sam. Till sprawdza nas wyraźnie, jak wspomniałem - nawiązuje kontakt wzrokowy, cieszy się, jest DO ludzi, bez dystansu. Dziwne, bardzo nie tillowe;) I te uśmiechy! Patrzcie, Till się śmieje! Flake zalicza jedno przedziwnie, niestosowne wejście - przy Haifiszu wciska się z inną melodią, chyba z Die Sonne. Biedactwo, robi przezabawną minę, trochę się peszy i zaczyna odkręcać szkodę. Paul go ratuje - uśmiecha się do niego, a potem rzuca we Flake'a kawałkiem tektury albo t-shirtem (trudno ocenić). Flake znowu zwarty i gotowy. Uśmiecha się do niego także Schneider , który się NIE MYLI, często na nas spoziera i wygląda na super szczęśliwego. Wracając do Tilla - jedna wpadka. Przy Rammlied zaczyna śpiewać refren na fałszywą nutę - jakiś okropny soprano-wrzask wydobywa się z jego gardła.
Dwie ciekawostki - przy jednym z utworów na scenę wpada płonący fan, biega wokół Paula, wymachuje rękami. Wkracza ochrona i gasi biedaka. Poza tym za barierką kręci się fotograf - bardzo często kieruje oko obiektywu w naszą stronę i pstryka zdjęcia. Mam wrażenie, że będzie album pamiątkowy - taki, jak po Völkerball. Ale może to tylko pobożne życzenia?
Po koncercie 27 października chłopaki szybko się zmywają. Nie ma bisów. Teraz są - trzeba tylko trochę pokrzyczeć Zugabe, Zugabe i Rammsteinery wracają na scenę. Publiczność zadowolona, płacze jeszcze trochę po zamykającym całość utworze.
Spotkania backstage nie ma. Po koncercie szukamy nerwowo chłopaków, w końcu intuicja podpowiada mi, że nie będzie dwugodzinnego czekania, aż skończą imprezować. Wychodzimy z Black Boxa i wędrujemy (tylko ja, żona oraz kolega Niemiec) do wyjścia dla zespołu - reszta jeszcze popija w BBM. Mam szczęście, bo dostrzegam w ciemności małą, ubraną na czarno postać w czarnym jak noc berecie. Wyciągam Volkerball i gnam w jej stronę, wyczuwając, że to Paul. I rzeczywiście. Flake uciekł pierwszy - Paul jest pierwszym "do wzięcia".
Nie ma jeszcze tłumów, czekających na Rammsteinerów, więc przez kilka minut rozmawiam z nim całkiem sam, w cztery oczy. Sam mam nędzne 170 cm wzrostu, ale Polik jest cholibka jeszcze mniejszy. Kto rozpowiada, że ma 176 cm? Ze wszystkich Rammsteinerów wydaje się najmilszy - rozmawia bez dystansu, uśmiecha się, pyta, odpowiada, chętnie daje autograf. Po zebraniu wszystkich (oprócz Flake-owego) zauważam, że to Paul dał największy i z fajnym uśmieszkiem. Pyta nas jeszcze, skąd jesteśmy. Odpowiadam: - z Warszawy. Na co on patrzy mi w oczy, uśmiecha się i odpowiada: — Świetnie! No, nie ma zmiłuj, jak żaden Niemiec, którego miałem okazję poznać, nie jest w stanie powiedzieć tego słowa bezbłędnie, tymczasem nasz pan Landers robi to rewelacyjnie. Jakby mieszkał w Polsce od lat :)
Potem przyłączyli się do nas żona, kolega i dwóch bliżej nieokreślonych fanów. Prosili, żeby powiedział coś po rosyjsku, ale odmówił.
- Paul, a próba była po prostu genialna! Jesteście cudowni – powiedziałem wespół w zespół z kolegą Niemcem.
– Haha, serio? A będzie jeszcze lepiej, zobaczycie! - odparł PL.
Teraz przed BBM pusto, oglądamy więc samochody. Po chwili wytarabania się jakaś czarno ubrana postać w czapce - też wełnianej, tyle że bardziej narciarskiej. Nadal jest nas czyhających na autografy niewielu. Cztery osoby w sumie, w tym nasza trójka i jeszcze jeden pan. Kobieta od "Paul, powiedz coś po rosyjsku", znika. Kolega Niemiec jest przekonany, że postać w czapce to Till. Komentuję to głośno i po niemiecku: – Jak to Till? Przecież Till jest wielki, a ten tutaj jakiś taki mały, nie więcej niż 175 cm.
Po chwili gryzę się w język. Till, rzeczywiście TO JEST Till! Przemyka obok nas w vanie, otwarte okno, wyraźnie się wychyla, więc proszę o autograf i krótko gratuluję. Jego podpis pod względem wielkości jest drugi po Paulowym. Obaj sadzają przy literkach uśmiechnięte ryjki. Till się cieszy, że się nam podobało;)
Dopiero teraz pod wyjściem dla zespołu gromadzą się fani. Uwaga, nadchodzi Schneider! Co za szaleństwo - byłoby pewnie takie samo przy Paulu i Tillu, tyle że większość ich przegapiła. Schneider musi się napracować, zanim rozda wszystkie autografy. Wreszcie i mnie udaje się do niego podejść. Nie da się ukryć, jest cholernie "ładny" - metroseksualny w stu procentach. Ustawiam się z nim do zdjęcia, a tu prsmrrrrr, aparat nie działa. Nie zrażam się, chwytam Dooma w pasie i trzymam. A on się daje trzymać! Całkiem się daje. Nie ucieka, nie wzdraga się, nic z tych rzeczy. Stoimy tak więc parę chwil:) Wrażenia? Welwetowej miękkości. Głupie w sumie.
Olli, w przeciwieństwie do pierwszych prób publicznych, jest markotny. Szybko rozdaje, co trzeba, nie brata się. Potem pędzi w nieznane. Śmiesznie jest tylko, jak w pewnym momencie wyłania się z ciemności chuda brunetka z dwójką małych dzieci, które wołają: - Onkel Olli, onkel Olli (wujek Olli, wujek Olli:). Wujek jednak wydaje się nie mieć ochoty na jaki bądź kontakt. What has just happened? Kłótnia z kolegami?
Ostatni wychodzi Herr Kruspe - widać, że przejął w pełni amerykański styl życia, bo i zachowuje się zgodnie z amerykańskimi wytycznymi PR. Najpierw wsadza dwie dziewczynki do BMW - obie mają ok. 12 lat, przy czym jedna woła do niego: – Papa, papa! Fanów prosi: – Poczekajcie chwilę, zaraz będę z wami. I rzeczywiście, jest z nami. Chyba lubi zdjęcia, zaszczyty i całe to zamieszanie z autografami. Cieszy się też, że się nam PODOBAŁO.
A podobało się wielce, którym to akcentem - pomijając zapewne wiele istotnych szczegółów - kończę moją skromną relację.
PS. Pewnie nigdy w życiu nie będę już tak blisko Rammsteinerów;) A rzecz by się chciało - Verweile doch, du bist so schon.
+wer wartet mit besonnenheit+
#27681 | Dodano: 02.11.2009 10:56:55
+wer wartet mit besonnenheit+
#27683 | Dodano: 02.11.2009 11:11:26
+wer wartet mit besonnenheit+
#27684 | Dodano: 02.11.2009 11:13:48
#27685 | Dodano: 02.11.2009 11:17:55
Poza tym, DOBRA setlista z tego wieczoru:
01. Rammlied
02. B*******
03. Waidmanns Heil
04. Keine Lust
05. Feuer frei!
06. Weisses fleisch
07. Wiener Blut
08. Frühling in Paris
09. Ich tu dir weh
10. Liebe ist für alle da
11. Links 2-3-4
12. Haifisch
13. Du hast
14. Pussy
Bisy:
15. Benzin
16. Sonne
17. Ich will
I raczej nie będzie modyfikacji:PPP
+wer wartet mit besonnenheit+
#27692 | Dodano: 02.11.2009 12:20:55
Problemem jest to, że Rammstein ma w tej chwili trudności ze zrobieniem czegoś naprawdę wspaniałego - Richard Kruspe
#27693 | Dodano: 02.11.2009 12:49:58
p.s
Tak się zaczytałem że musiałem przerwać obiad:p.
Jeb z helenki !!
#27695 | Dodano: 02.11.2009 12:53:04
Zapewne nigdy tego nie zapomnisz.
Pewnie, że nigdy - zostanę chyba wspomnieniowym obsesjonatem;PPP Będę to wydarzenie mielił i mielił i mielił jeszcze jako 100 letni dziadek. I wnuki będę zadręczał;PPP
+wer wartet mit besonnenheit+
#27697 | Dodano: 02.11.2009 13:02:49
Będę to wydarzenie mielił i mielił i mielił jeszcze jako 100 letni dziadek. I wnuki będę zadręczał;PPP
Dokładnie:D Ja ciągle zadręczam rodziców "mamo, tato ja wam bilety skołuje jedziecie??:D" ale odp brzmi nie bardzo:( muu.
Ja ba Twoim miejscu bym sobie ołtarzyk zrobił ^^.
Jeb z helenki !!
#27699 | Dodano: 02.11.2009 13:15:19
Chyba Ci znacznika poprawiłem.
Shagwest, wielkie dzięki! A dałbyś radę zmienić tracklistę? Jeśli tak, wyślę mailem właściwą.
Jeszcze raz DZIĘKI:)
+wer wartet mit besonnenheit+
#27701 | Dodano: 02.11.2009 13:20:08
A to nie ta w poście powyżej?
Nie, początkowo miałem właściwą, ale znajomy mi przesłał "właściwszą". Zmieniłem bez przestudiowania, po czym rozeźliłem się sromotnie, bo żadnego Rosenrot na próbach nie było;P I kolejność ciut inna - z zamykającym wszystko Ich will:)
+wer wartet mit besonnenheit+
#27702 | Dodano: 02.11.2009 13:24:50
Swedish Morons, drink alcohol
Out from the tourbus, they're coming for more...
|╬═|
Out from the tourbus, they're coming for more...
|╬═|
#27704 | Dodano: 02.11.2009 13:35:39
Rosen a może pokazałbyś te fotki? :P
Mogę wysłać prywatnie, jak tylko zgram z aparatu i trochę obrobię:PP
+wer wartet mit besonnenheit+
#27706 | Dodano: 02.11.2009 13:43:48
Mogę wysłać prywatnie, jak tylko zgram z aparatu i trochę obrobię:PP
Oki :D Wysłać Ci mejla na priv?
#27707 | Dodano: 02.11.2009 13:55:03
Wysłać Ci mejla na priv?
Tak, wyślij. I poproszę o cierpliwość, bo zdjęcia w aparacie, a ja w pracy. Ps. kartę z autografami też mogę, ale nie do rozpowszechniania:) I migawki sprzed Black Box Music. Małe toto wszystko, nędzne, fotki średniej jakości, ale radość przeolbrzymia.
PS. W środku, podczas samej próby, nie można było fotografować - komórki, aparaty i iPody trzeba było oddać do depozytu - NIESTETY:]
+wer wartet mit besonnenheit+












