.:: Prasa, radio, telewizja by pariser
Panie Kruspe, świat muzyki zna pana jako gitarzystę Rammstein. W ostatnim czasie mówił pan bardzo pozytywnie o pracy pana przyjaciół i kolegów - muzyków z Emigrate, którzy wydają właśnie pierwszy album "Emigrate". Od kiedy się państwo znacie?
Richard: Właściwie znamy się już długo, pochodzimy przecież z tej samej okolicy. Spotykaliśmy się już wcześniej, ale raczej rzadko. Kiedyś przyszli do mnie, bo mieli własne pomysły i chcieli znać moje zdanie na ten temat.
Emigrate, jak doszło do spotkania z Richardem Z. Kruspe z Rammstein?
Emigrate: Rammstein jest kapitalną grupą a Richard jest gitarzystą i twórcą piosenek, którego bardzo szanuję. Miałem nadzieję, że mi pomoże zrealizować moje własne projekty i w ten sposób się do niego zbliżyłem. Był bardzo zainteresowany tym, co myślę i robię.
Gdy się widzi was razem, już na początku jest się troszkę zirytowanym...
Emigrate: Mówi się, że jesteśmy podobni. Nie sądzę. W każdym razie: byliśmy często na trasach. Byłem cieniem Richarda - tak chciał.
Richard: Niektórzy ludzie uważają go może na początku za troszeczkę dziwnego. Często stoi tylko na boku i spogląda mrocznie. Lepiej się go czuje, kiedy zobaczy się jego energię, jego wzburzenie. Z czasem zjawiał się coraz częściej i słuchaliśmy razem dużo muzyki i dyskutowaliśmy. Uważałem Emigrate jako osobę za interesującą i od razu zauważyłem: on zna się na muzyce.
Jakie są wasze muzyczne podobieństwa?
Richard: Oboje lubimy muzykę, która jest raczej mroczna. Wczesne lata Swans, Big Black, Ministry, ale też klasyczne zespoły rockowe jak Led Zeppelin, AC/DC czy Black Sabbath zainspirowały nas muzycznie.
Emigrate: Oboje pasjonujemy się takimi autorami piosenek jak Trent Reznor, Martin Gore czy Jeff Buckley - muzyk, który już umarł.
Richard: Mnie interesuje również melodyjność muzyki pop, której nierzadko brakuje w ostrzejszej muzyce. Próbuję powiązać razem te dwa elementy.
Jak rozwijała się wasza przyjaźń? To wszystko brzmi bardzo harmonijnie!
Richard: Czasem było też męcząco. Gdy piosenka albo koncert wydawały się być udane, mimo to przychodził z krytyką. Dałem mu kiedyś radę, żeby spróbował swoich sił, że musi tworzyć własną muzykę.
Emigrate: Po chwili coś sobie uświadomiłem. Miałem wrażenie, że muszę coś radykalnie zmienić. Nie rozumiałem już tak dobrze siebie i Berlina. Więc zdecydowałem się jechać do Nowego Jorku.
Jaki był początek pana kariery?
Richard: Do muzyki dochodziłem różnymi drogami. W moim mieście rodzinnym – Schwerinie, grałem w pierwszej grupie punkowej, która tam była. Nazywała się Das Elegante Chaos (Elegancki Chaos). Stałem kiedyś po prostu w pokoju prób zespołu i przyłączyłem się. Byłem dość głośny, ale członkom zespołu się podobało.
Pan ma też klasyczne wykształcenie muzyczne...
Richard: Zgadza się. Wmaszerowałem do konserwatorium na egzamin wstępny i zagrałem piosenkę UFO "Dr. Dr. Please". Byli całkowicie zaskoczeni, ale potem powiedzieli, że mogę zostać.
Emigrate: Właściwie nie chciałem nigdy grać muzyki innych zespołów. To mnie naprawdę nie interesowało. Paru rzeczy popróbowałem. Dzisiaj wiem: muzyka jest środkiem, dzięki któremu mogę się najlepiej wyrazić. Myślę, że Richard mnie bardzo dobrze rozumie.
Richard: Pisanie muzyki może też być rodzajem terapii. Sądzę, że u ciebie tak jest.
Emigrate: Pisanie piosenek jest właściwie moim życiem; robię się chory, gdy nie mogę tworzyć każdego dnia dobrej muzyki. Spokój nie jest dla mnie. Kiedy robi się przyjemnie, zawsze muszę to dokładnie przeanalizować. Inni wyjeżdżają na urlop. To jest OK, ale ja tak nie mogę. Z drugiej strony, jeśli piosenka się uda, jest to dla mnie zgoła najpiękniejszy moment. Człowiek czuje się wtedy prawie jak dopiero co zakochany. I chce ciągle przeżywać to uczucie.
Kiedyś zdecydowaliście nagrać album z waszymi piosenkami...
Emigrate: To było dla mnie bardzo ważne, żeby nagrać ten album. Reszta świata była mi obojętna, zrobiłem to przede wszystkim dla siebie. Może brzmi to dziwnie, ale tak wtedy było.
Richard: Umocniłem go w tym pomyśle, żeby nagrać ten album. Na mnie zrobiła wrażenie intensywność, można by powiedzieć obsesja, z jaką podążał za tym projektem.
Najczęściej mieszkacie w różnych miastach. Co to oznacza dla waszej pracy?
Richard: Miejscowości, klimat i ludzie mają duży wpływ na mnie. Określoną muzykę mogę pisać tylko w określonych miejscach.
Emigrate - Nowemu Jorkowi poświęcił pan nawet piosenkę...
Emigrate: Bez Nowego Jorku nie byłoby albumu, nie byłoby Emigrate. Byłoby coś innego, ale nie Emigrate. W Nowym Jorku był, że tak powiem, zapłon początkowy. Nowy Jork inspiruje mnie, to miasto działa na mnie w magiczny sposób. Berlin natomiast prezentuje się mi często jako niszczycielski i chłodny.
Jak sobie to tłumaczysz?
Emigrate: Nie wiem. Może ma to związek z wieloma zabitymi.
???
Emigrate: W Berlinie po wojnie wielu zmarłych było po prostu grzebanych tam, gdzie zginęli. Nie było przecież wystarczająco dużo miejsca na cmentarzach. Czasem można wyczuć, że oni są pod brukiem. To na pewno nie jest przypadek, że w Berlinie Zachodnim w latach 80-tych dochodziło do takiego handlu narkotykami. Na Wschodzie był natomiast alkohol. Ludzie chcieli uciec w inny świat, o czymś zapomnieć, ogłuszyć się.
A więc pana przeprowadzka z Berlina do Nowego Jorku była już jakiś czas zaplanowana.
Emigrate: W pewien sposób była to też spotaniczna decyzja. W pewnym punkcie wiedziałem, że muszę wyjechać, miasto już mi nie pomagało. Zostawiłem wszystko za sobą i zaczynałem praktycznie od zera.
Kiedy wyjechał pan do Nowego Jorku?
Emigrate: To było w 1999. Jak przybyłem do Nowego Jorku, nie znałem tam nikogo. Ale wiele miejsc zauroczyło mnie od razu. Tak samo było z ludźmi. Niektórzy w Berlinie uważają Amerykanów za ludzi płytkich. Ja określiłbym ich jako otwartych. Bardziej otwartych niż wielu w Niemczech. W Berlinie w domu nie czuję się samotny, ale za to na ulicy tak. W Nowym Jorku poza domem człowiek nie czuje się sam - sam zostaje raczej w swoich czterech ścianach. To miało coś wspólnego z otwartością Amerykanów w życiu publicznym. Ameryka była krajem ludzi odważnych, którzy chcieli zacząć coś nowego; była też krajem kryminalistów. Miasto jest pozbawione amoralnego ducha. Na początek jest obietnicą na przyszłość, możliwością dla każdego nowego przybysza.
Panie Kruspe, co pan myślał, gdy pański przyjaciel pojechał do Nowego Jorku?
Richard: Uważałem to za szalenie interesujące. Dla mnie nie wchodziło to w rachubę. W Berlinie jest wielu moich przyjaciół. Rammstein ma dużo wspólnego z Berlinem, z językiem niemieckim. Przy pierwszej wizycie Nowy Jork ukazał mi się jako moloch. Ale bezspornie - Nowy Jork jest jednym z najtrudniejszych i zarazem najpiękniejszych miast na świecie.
Czy ten krok opłacał się dla Emigrate?
Richard: Tak, warte pozazdroszczenia: on siedzi tam w starym domu (dawnym lokum straży pożarnej) na Manhattanie i pisze swoją muzykę! Odwiedzałem go tam parę razy.
Dlaczego twój projekt nazywa się Emigrate?
Emigrate: Do portu w Nowym Jorku przybywa przecież wiele pokoleń imigrantów, którzy zostawili za sobą swoją pierwotną ojczyznę i szukali szczęścia w tym mieście. Emigrate ma dla mnie powiązanie zarówno emigrantów, którzy wyjeżdżają, jak i tych, których dusza emigruje. Chciałem też na chwilę uciec przed sobą samym i przed 'cieniem Berlina'. Bogu dzięki, że przybyłem do Nowego Jorku. To miasto jest moim azylem i moim Babilonem. Poniekąd przechrzciło mnie ono Emigrate. Wprowadziło mnie w sedno tego, co chcę robić, jak chcę żyć. Ono mnie ukierunkowało, że tak powiem. Nowy Jork jest dla mnie jak filtr, który eliminuje wszystko, co niepotrzebne. Miasto pełne jest też dramatów i historii. Tego potrzebuję, żeby być kreatywnym. Na przykład w moim domu w Nowym Jorku wykrywam specjalną energię. Może to brzmi śmiesznie, ale można czuć duchy przeszłości, gdy się po nim spaceruje.
Podczas gdy Rammstein pracuje z niemieckimi tekstami, Emigrate pisze po angielsku...
Emigrate: Używanie języka angielskiego było dla mnie naturalne. Gdy jestem w Nowym Jorku, myślę po angielsku. Nie próbowałem, ale sądzę, że nie potrafiłbym w Nowym Jorku pisać po niemiecku. Czuję się tu bardzo dobrze z językiem angielskim.
Richard: Niemiecki jest pełnym dźwięku, głębokim językiem z wieloma niuansami. Mój język ojczysty. Właściwie to dorastałem z amerykańską muzyką. To są moje korzenie, ale po pierwszej wizycie w Ameryce odkryłem, że muszę robić coś, co jest związane z językiem niemieckim, niemiecką kulturą. Potem założyliśmy Rammstein. Rammstein nigdy nie mógłby powstać w Ameryce, w Nowym Jorku.
Emigrate, pana pierwszy album jest bardzo osobisty. Czy było trudno wyrazić uczucia w słowach?
Emigrate: Nie. Tyle się wydarzyło w początku mojego życia w Nowym Jorku, że jakoś musiałem to przetwarzać. Na początku nie wiedziałem, dokąd prowadzi ta podróż.
Czy może pan teraz dokładniej powiedzieć dokąd prowadzi ta podróż?
Emigrate: Mnie obowiązuje stare chińskie przysłowie: "Droga jest celem".
Czy pomaga panu przy rozwoju projektu Emigrate to, że pana przyjaciel Richard Z. Kruspe zgromadził wiele doświadczeń w Rammstein? Zapytam inaczej - czy daje on panu jakieś rady?
Emigrate: Z pewnością, pomaga mi od czasu do czasu, jednak najważniejsze decyzje podejmuję sam. Richard skontaktował się z wieloletnim producentem Rammstein - Jacobem Hellnerem, który był aktywny jako co - producent "Emigrate".
Czy nie było niebezpieczeństwa, że będą podobieństwa do Rammstein w brzmieniu?
Emigrate: Naturalnie - Jacob i ja uważaliśmy na to już na początku. Jednak wkrótce stało się dla mnie jasne, że zrobimy coś całkowicie własnego. Jacob Hellner przez czas produkcji był pomocnym rozmówcą i doradcą, którego zdanie liczyło się dla nas najbardziej.
Emigrate, kim są muzycy, z którymi nagrał pan swój pierwszy album? Czy będzie drugi?
Emigrate: Wszyscy są przyjaciółmi i dobrymi muzykami: Arnoud Giroux (bas), Henka Johannson (perkusja), Olsen Involtini (gitara), Sascha Moser (programming). To była naturalna współpraca, między ludźmi, którzy jeszcze nigdy nie grali razem, panowała naprawdę dobra chemia. Co do drugiej części pytania: Emigrate jest długoterminowym projektem. Już teraz są pomysły na drugi album.
Pan śpiewa sam. Czy było to wcześniej ustalone?
Emigrate: Nie. Szukałem też innych piosenkarzy, ale na to wyszło. Mój przyjaciel Arnoud Giroux wytłumaczył mi: "Napisałeś te piosenki dla siebie, ty musisz je śpiewać. To jest jedyna droga".
Gdy słyszy się muzykę, myśli się od razu: to musi być zagrane na żywo... Wystąpi pan na żywo z muzykami, z którymi nagrał pan album?
Emigrate: Pomysł istnieje. Dla mnie jest to wielka podnieta wystąpić z Emigrate przed publicznością, aktualnie nie ma jednak planów tras koncertowych. Na płycie gra przecież wielu zajętych muzyków, którzy żyją i pracują w różnych krajach. Już nagranie w studio było wyzwaniem.
Jaką rolę grają aspekty wizualne w waszej pracy artystycznej?
Richard: Dla mnie jest to bardzo ważne. W Rammstein wypróbowaliśmy ich wiele. Uważam za fascynujące wcielić się w inną rolę, inny charakter. Gdybym miał szansę, chętnie spróbowałbym czegoś w tym kierunku. Czasem myślę, że jest we mnie więcej niż jedna osoba. Jestem zafascynowany takimi historiami, jak "Dr. Jekyll i Mr. Hyde".
Emigrate: Filmy i kino są moją namiętnością. Sądzę, że w pewien sposób będzie to widać na oficjalnych występach Emigrate - jeśli w ogóle będą.
Gdzie leży różnica między Emigrate a normalnym, klasycznym zespołem?
Emigrate: Z jednej strony mogę luźno zdecydować, w jakim kierunku rozwinie się projekt. Z drugiej strony otarcie, permanentne, kreatywne środki w przestrzeni takiego zespołu jak Rammstein są z pewnością bardzo twórcze. Często zazdrościłem tego Richardowi...
Czy będziecie razem pracować, nagracie album lub wystąpicie kiedyś razem?
Emigrate: Miałbym na to dużą ochotę, ale obecnie ledwie mogę to sobie wyobrazić. Richard w najbliższym czasie będzie miał przecież znowu więcej roboty z Rammstein.
Richard: Kiedyś - dlaczego nie? Kto wie, co jeszcze nadejdzie!
Panie Kruspe, czy może nam pan powiedzieć coś o najbliższej przyszłości Rammstein.
Richard: Żeby za dużo nie zdradzać: intensywnie pracujemy. Rammstein jest niepowtarzalnym projektem. Autentycznie, bez kompromisów, do zewnątrz i do środka. Czasem fani martwią się o przyszłość zespołu. Za to mogę poręczyć: Rammstein będzie szedł dalej, to jest pewne. W najbliższym czasie będzie coś, na co jednak trochę trzeba poczekać.
Jesteśmy ciekawi. Panie Kruspe, Mr. Emigrate, dziękujemy za rozmowę.
Źródło: MotorMusic.de
Tłumaczenie: dorisseefrau

Zalogowani: 5













