news zespół twórczość fanklub forum
Newsy
Skocz Do
Jesteś z "pokolenia"...
Musisz być zalogowany aby zagłosować.
Skomentuj na forum
Archiwum sond
Galeria
Polecamy
lastfm

.:: Prasa, radio, telewizja by pariser

(12.2001)

Największy, najgłośniejszy i najgorętszy cyrk całej planety właśnie wtoczył się do San Diego, a Rammstein są jego prowodyrami...

To nie jest najlepszy początek dnia. Flake Lorenz, chudy okularnik, keybordzista Rammsteina, stoi niedaleko bramy na tyłach sceny San Diego Cox Arena, prowadzi ożywioną rozmowę po niemiecku z jednym z członków jego >road crew<. Wyraz jego twarzy jest lekko zmieszany i od czasu do czasu Flake pokazuje w naszą stronę.

Rammstein jest tu na Cox Arena jako część Pledge of Allegiance. Za kilka godzin zajmą scenę, uzbrojeni w elementy pirotechniczne, sztuczne penisy i miotacze ognia. Teraz jednak musi być przeprowadzony wywiad. Niestety nikt - a w szczególności Flake - nie wydaje się o tym wiedzieć. Nie wygląda na to, żeby Flake mówił dobrze po angielsku, nikt mu też nie powiedział, że jesteśmy, aby porozmawiać z nim i z zespołem. Nie rozpoznaje nawet imienia osoby, która nas miała z nimi skontaktować. Flake i kilku innych pozostałych członków zespołu chcą iść na plażę i odpowiadanie na pytania po angielsku wydaje się jakby ktoś im kazał odnaleźć ślimaka pełzającego w ich sałacie. Wreszcie Flake uśmiecha się i mówi żebyśmy byli cierpliwi - po czym znika. Czterdzieści pięć minut później, Tour Manager Rammsteina wraca, oferuje przeprosiny, a następnie prowadzi nas do Tour Busu Rammsteina, gdzie czekają na nas: gitarzysta Richard Z Kruspe-Bernstein i perkusista Christoph Schneider. Jesteśmy w środku. "Wolałbym nie udzielać wywiadów" - wzrusza ramionami Christoph Schneider. "Myślę, że jest bardzo ekscytująco, kiedy niewiele się wie o zespole. Niemniej w Ameryce jest inaczej. Musicie się często przedstawiać publiczności albo ta zapomni o was."

Wnętrze Tour Busa Rammsteina wygląda jak wnętrze każdego innego, który toczy się często po Ameryce. Muszą trzymać swoje miotacze ognia i elementy pirotechniczne w innym miejscu, bo tu nie ma nic, co mogłoby podać myśl, że jest to toczący się arsenał, który wybucha na około USA. Zamiast tego, jest tu po prostu kolekcja map poznaczona czerwonym atramentem, żeby wskazywać drogi oraz kilka niemieckich magazynów dla panów wypełnionych zdjęciami ubranych w bikini blond panien. Im dalej w las, tym bardziej przekonujemy się, że pod każdym względem jest tu pospolicie. Poza jednym: my tu jesteśmy. Kilka miesięcy temu, planowanie wywiadu czy sesji zdjęciowej z Rammsteinem przypominało operację wojskową. Aczkolwiek, ostatnio zespół zburzył ten mur, który dzielił ich od mediów. Sześć miesięcy temu, nie można byłoby zobaczyć ujęć Tilla Lindemanna, który goli głowę w garderobie zespołu. Dzisiaj to nie problem. Jak zręcznie przyznaje Christoph Schneider, przyczyną tego stopienia lodów (przynajmniej w Ameryce) jest to, że Rammstein utracił tu ostatnio trochę >gruntu<.

W 1997, sekstet dołączył do Korna i Limp Bizkit na inauguracyjną trasę Familly Values i bez wysiłku zamienił się w jedną z grup, które naprawdę dobrze brzmiały i wyglądały podczas dużego objazdu. Trasa połączona z sukcesem singla "Du Hast" pomogła przekonać 1,4 miliona amerykanów żeby zamienili gotówkę na drugi album zespołu "Sehnsucht". Tymczasem sprawy, choć dalekie są od katastrofy, nie idą zbyt dobrze. Ostatni album Rammstein "Mutter", być może jest hitem w Europie, lecz obywatele amerykańscy nie obeszli się z nim tak dobrze jak z jego poprzednikiem.

"Nie wiem dlaczego, ale czuję się tu bardziej komfortowo niż na trasie Family Values" - mówi Richard Z Kruspe-Bernstein - "Ten sprawia wrażenie bardziej profesjonalnego, ma obracającą się scenę i każda zmiana między grającymi zespołami jest szybka." Ciemnowłosy, przyjacielski Richard mówi szybciej i z większą pewnością siebie niż Christopher, który jest ożywczo wręcz prostolinijny i uczciwy oraz mówi niskim głosem z ciężkim akcentem.

Piosenkarz Till Lindemann, gitarzysta Paul Landers, basista Oliver Riedel są widywani dopiero, gdy wychodzą na scenę, Richard i Christopher spokojnie kontrolują pytania na ten temat, zaprzeczając wszelkim pogłoskom jakoby tamci byli mało entuzjastyczni wobec ludzi. Wg gitarzysty Slipknot Jima Roota, z którym Rammstein miał przyjemność być na trasie, "Rammstein właściwie wydawali się trochę zawstydzeni poznając nas" - tłumaczy Root - "Till wszedł wcześniej do naszej garderoby, a my wołamy >Hej! Wejdź! Napij się piwa!< ale on powiedział >Nie, nie, chcę wam tylko powiedzieć, że macie świetny show i świetny zespół<". Basista System Of A Down Shavo Odadjian także śmieje się z pomysłów, że Rammsteinowy brak płynności językowej dotyka jakichś stosunków poza sceną. "Do diabła nie!" - wykrzykuje pochodzący z Kalifornii Odadjian "Niektórzy z tych facetów mówią lepiej po angielsku niż ja!!!".

Podczas gdy Christoph uważa, że Amerykanie naprawdę tracą dużą część z tego, czym jest Rammstein nie rozumiejąc słów, Richard nie zgadza się z nim. "Nie myślę żeby wiele osób rozumiało, co Slipknot wykrzykuje przez większość czasu." Kiedy zespół stworzono 7 lat temu, Rammstein zamierzali celebrować swoją niemieckość. Znudzeni obserwowaniem każdego zespołu ze swojego kraju, który imitował amerykański styl, sześciu muzyków postanowiło utrzymać swoje dziedzictwo. "To był projekt, w którym chcieliśmy robić "niemiecki styl muzyczny" - wyjaśnia Richard - "Rozumiem przez to zaakcentowany, idący prosto do przodu dźwięk; być może zbyt >sztywny< rytmicznie i bez zbytniego luzu. To duża część niemieckiej kultury, ale potrafimy się śmiać z siebie i z naszej kultury." "Jesteśmy nawet uważani w Niemczech za tych, którzy przesadzili" - uśmiecha się szeroko Schneider - "wychodzimy na bardziej niemieckich niż większość Niemców."

Trudno jest dostrzec humor w tym co robią poza tym grubym murem dźwięków i wizerunkiem OTT. Ale on tam jest w gardłowym, nieomal operowym śpiewie Lindemanna i w >pokręconych< tekstach. "Sądzę, że nasze poczucie humoru jest bardzo mroczne" - przyznaje Richard - "Na scenie gramy swoje role, jak każdy aktor."

Nie ma wątpliwości, że ogniste pokazy Rammstein przytłaczają przesłanie piosenek. Kiedy eksploduje pirotechnika, można poczuć gorąco nawet setki stóp od sceny i nawet wtedy do uszu dochodzi głównie natarcie, i ataki pirotechniki. "We wcześniejszych latach byliśmy trochę głupi i naiwni" - uśmiecha się szeroko Richard, który odgrywa dużą rolę w planowaniu scenicznego show zespołu. "Na początku mogliśmy robić wszystkie elementy pirotechniczne sami. Mieliśmy jeden wypadek, kiedy to cała tylna linia sceny spadła i paliła się. Po tym zdarzeniu zdecydowaliśmy >dobrze, od tej pory pracujemy z profesjonalistami<."

Na trasie Pledge of Allegiance Rammstein ma 35 minut, a to oznacza, że niektóre z elementów wizualnych ich show muszą być skrócone. Wciąż jednak publiczność jest świadkiem tego typu eksplozji, jakiej nie ma nawet przy bombowcu B-52, a i na mniej ważnym spektaklu można zobaczyć jak zespół bawi się hełmami, które strzelają strugami płomieni 20 stóp w powietrze. "Trochę mi to przeszkadza, bo jesteśmy czymś więcej niż >piro-cyrkiem<" - mówi Christoph - "Najwyraźniej jest to coś, co Amerykanom w tej chwili odpowiada najlepiej." "Czasami koncertujemy bez elementów pirotechnicznych" - mówi Richard - "Kiedy graliśmy w Chicago kilka lat temu, zdecydowano, że nie możemy niczego używać na trasie, więc zagraliśmy bez niczego i to był jeden z moich ulubionych koncertów. Możemy, więc robić i tak." Pomijając fakt, że początkiem tego roku nie mogli mieć przywilejów w Londynie, kiedy to konsul Westminsteru cofnął licencję dla zespołu w ostatniej chwili, Rammstein daje jasno do zrozumienia, że bezpieczeństwo - ich jak i wszystkich innych - jest dla nich bardzo ważne. Nie jest to typ zespołu, w którym technicy mogą spokojnie obserwować show z boku sceny - jest tam po prostu zbyt dużo prochu i wszyscy muszą być szczegółowo poinformowani o czasie następnej eksplozji. Pozostałe zespoły na Pledge of Allegiance wiedziały już, czego oczekiwać i za to kochają Rammstein, System Of A Down uśmiecha się zawsze ze zrozumieniem, kiedy ich garderoba ulokowana we wnętrzu areny, jest nieprzerwanie ostrzeliwana przez niemiecką artylerię.

Zespół zauważył, że anglojęzyczna publiczność upodobała sobie szczególnie "Du hast" - co ma sens. Nawet, jeśli twój niemiecki jest nienajlepszy, to w tej piosence nie jest trudno nadążyć. "Ten kawałek jest całkiem zrozumiały dla amerykańskiej publiczności" - przyznaje Christoph - "Lecz nie możemy tu grać wolnych piosenek i ballad, bo nikt nie wiedziałby o czym śpiewamy. Dla mnie jest to ważne, bo myślę, że nasze słowa są bardzo dobre i nie można słuchać nas ze zrozumieniem, jeśli się nie wie, o czym śpiewamy" - wzrusza ramionami - "może nie jest to ważne dla niektórych fanów."

Obydwaj: Christoph i Richard przyznają, że Rammstein jest na rozstaju dróg swojej kariery. Po siedmiu latach, para ta ma obawy, że zespół nie pozostawi w nich wiele. "Bycie ze sobą miesiącami w autobusie jest koszmarem" - wzdycha Richard - "Nie jesteśmy już dwudziestolatkami, ale osobami dojrzałymi." "To dla nas napięty czas" - zgadza się Schneider - "Jeśli możesz przetrwać jako zespół przez 7 lat, możesz być ze sobą długo. Ale wszyscy czują, że mieliby teraz ochotę na coś innego - chcielibyśmy nabrać trochę dystansu od zespołu."

Zanim jednak to nastąpi, jest czas żeby cieszyć się, jak nazwał to Schneider "piro-cyrkiem", ponieważ jest to obecnie jeden z najlepszych show - rock. Jeżeli przychodzisz po ogromny beat i zapach płonącej benzyny - Rammstein jest po prostu najlepszy w tym, co robi. "Pozwól, że ujmę to tak" - uśmiecha się Richard - "Chcemy bawić ludzi. Jesteśmy muzykami, którzy lubią (i)grać z ogniem."

Źródło: KERRANG!

Tłumaczenie: Rabbit

load
Ogłoszenia

» Mapa fanów Rammstein

Logowanie
Login:
Hasło:

+ Zarejestruj się

+ Zapomniałem hasła

Skocz Do
Online
Na stronie: 17
Zalogowani: 6