.:: Prasa, radio, telewizja by pariser
Pochodzicie z NRD. Jak wspominacie czasy, kiedy granie rocka nie było popierane przez socjalistyczne władze? Czuliście się z tego powodu prześladowani? Pamiętajcie, że w Polsce było inaczej, granie rocka nie było zabronione.
Można było u was grać bez przeszkód? Nie wiedzieliśmy o tym, mieliście wyjątkowe szczęście. Jeśli chodzi o rocka w byłej NRD to prawda, ówczesne władze nie popierały tego typu twórczości i granie go w jakiejkolwiek postaci było przeciwstawieniem się tym, którzy rządzili państwem. Rammstein tworzy sześciu muzyków - trzech z Berlina i trzech ze Schwerina. Połowa obecnego składu grała wcześniej w punkowym zespole Feeling B, bo wtedy ta muzyka była nam najbliższa. Feeling B grało muzykę na pograniczu tego, co było wolno. W tym wypadku można doszukać się podobieństwa do muzyki Rammstein, która też jest na pograniczu tego, co uważa się za stosowne.
Mówicie po angielsku, ale wolicie udzielić wywiadu po niemiecku. Dlaczego?
Jest jeden bardzo ważny powód: wtedy możemy dokładnie powiedzieć to, co chcemy. Bo angielsku brakuje nam czasem słów i mamy przykre doświadczenia - byliśmy po angielsku źle rozumiani. Proponuję, byś zadawał pytania po angielsku, a my będziemy odpowiadali po niemiecku.
Jak doszło do powstania Rammstein?
Ludzie ze Schwerina byli zaprzyjaźnieni z muzykami z Berlina i ciągle nawzajem się odwiedzaliśmy. Wszyscy muzycy generalnie dobrze się wówczas znali. W sumie ważniejsza była dla nas początkowa przyjaźń i dopiero potem pomyśleliśmy o wspólnym założeniu zespołu, gdy okazało się, że byliśmy zainteresowani i gramem podobnej muzyki.
Znacie się od ponad dziesięciu lat, często małżeństwa nie wytrzymują takiej próby czasu. Co jest sekretem waszej długoletniej przyjaźni?
Chyba to, że pochodzimy ze Wschodu. W naszym mniemaniu rzeczy materialne nie mają takiej wartości jak dla innych ludzi. Dla nas liczy się właśnie przyjaźń.
Dlaczego nazwaliście zespół nazwą miasta Ramstein, gdzie wydarzyła się pamiętna katastrofa podczas pokazów samolotowych?
Zespoły grające muzykę metalową dosyć często używają nazw typu Megadeth czy Napalm Death, które wywołują przerażenie. Pod tym względem nie jesteśmy żądnym wyjątkiem.
Co sądzą o tym mieszkańcy Ramstein i rodziny ofiar tej katastrofy? Czy nie mają wam tego za złe? Czy może wasza nazwa jest hołdem dla nich?
Mieliśmy kontakt z rodzinami ofiar i generalnie spotkaliśmy się z pozytywnym nastawieniem ze strony ludzi w Ramstein. Faktem jest, że ta nazwa jest hołdem dla ofiar, a nie trickiem showbiznesowym czy ponurym żartem. W naszym utworze "Rammstein" zestawiamy histeryczne podejście do tego zdarzenia prasy z realiami, które miały wtedy miejsce. Wiadomo, że media żerują na tego typu wydarzeniach, zwyczajnie z nich żyją. Lubią tragedię. Media mogą tak robić, ale nie taki zespół jak nasz. Wtedy to nie jest dobrze odbierane i to właśnie przez media. Nie mamy takich intencji jak media. Nasze nastawienie jest bardzo poważne i pro, a nie kontra. Nie wykorzystaliśmy tego dla własnych celów reklamowych.
Jak trafił do zespołu wasz wokalista Till Lindemann, który zapowiadał się kiedyś na dobrego pływaka?
Przede wszystkim Till jest bardzo dobrym wokalistą i dlatego trafił do zespołu. Był w szkole sportowej, gdzie uczono go pływania, pływał dosłownie cały dzień. Było to typowe dla dawnego systemu szkolenia młodzieży w NRD. Na szczęście odpuścił sobie w odpowiednim momencie.
Skąd wziął się pomysł na tak rozlegle popisy pirotechniczne wspomagające na koncertach waszą muzykę?
Zaczęliśmy działalność oczywiście bez jakiejkolwiek pirotechniki, zwyczajnie staliśmy na scenie i graliśmy. Till szybko się tym znudził. Zaczął bawić się w pirotechnika i to z czasem rozrosło się do obecnych rozmiarów. Jeszcze wcześniej jeden z nas rozlał trochę benzyny na scenie, bo publiczność była za spokojna. To się spodobało, ale gdy na nasze koncerty zaczęło przychodzić więcej ludzi, nie mogliśmy już tego robić.
Zdarzały się jakieś groźne sytuacje?
Na początku sami robiliśmy całą pirotechnikę i mieliśmy jeden dosyć poważny wypadek. Na szczęście nikt w nim nie zginął, ale parę osób odniosło obrażenia. Ten wypadek zdarzył się w... Ramstein. Od tej pory wynajmujemy zawodowców obsługujących pirotechnikę. Nie musimy się obawiać, że w razie wypadku pójdziemy do więzienia, bo jesteśmy ubezpieczeni. Nasz show wzbudza nieraz spore kontrowersje i w związku z tym mamy kłopoty z pokazaniem go w Anglii, gdzie są wyjątkowo rygorystyczne przepisy.
W zespole jest 6 osób. Jak podejmujecie decyzje - głosujecie czy macie lidera?
Nie, nie będziemy oszukiwać, że w zespole panuje demokracja. Dominuje krzyk, choć czasami głosujemy. Kto krzyczy najgłośniej, ten wygrywa. Jesteśmy artystami i wiadomo, że miewamy różne opinie i punkty widzenia.
Wasze teksty są mocno udziwnione i raczej nie dotyczą życia. Skąd biorą się pomysły - inspiracją są książki, filmy czy wyobraźnia?
Teksty są dziełem Tilla, który jest bardzo dziwnym facetem. Często mamy wrażenie, że Till ma rozdwojoną jaźń. Dlatego te jego teksty są takie dziwne. W nich jest on sam, pisze o swoich przeżyciach. Niestety, gdy na drugiej płycie teksty zostały przetłumaczone na angielski, straciły dużo ze swojej tajemniczości. By je zrozumieć, trzeba znać dobrze niemiecki, bo inaczej nie rozumie się tego, co chcemy przekazać. Trzeba nauczyć się niemieckiego, by dostrzec, jakie mamy dobre teksty, a naprawdę są bardzo dobre.
Zastanawiające jest to, że wprawdzie teksty pisane przez Tilla mają podtekst seksualny, ale słowo miłość nie występuje w waszych piosenkach. Dlaczego?
To najbardziej wyświechtany temat w muzyce. Wszystkie inne zespoły mówią w swoich tekstach o miłości. Doszliśmy do wniosku, że nie musimy tego robić. Chociaż nigdy nie wiadomo, co się jeszcze może wydarzyć. A może nagramy coś na nowej płycie. Poza tym trudno jest śpiewać o miłości w taki sposób, by to nie brzmiało zbyt przekornie lub śmiesznie.
Nowy album "Mutter" jest bardzo smutny w warstwie tekstowej, choć zdarzają się na nim niemal taneczne utwory jak choćby "Spieluhr". Skąd ten smutek?
Kiedy nagrywamy płytę, nie myślimy o jej nastroju czy kierunku, w jakim pójdzie. Dla nas liczą się przede wszystkim dobre utwory, Gdy na przykład spotykasz kobietę, która zostaje twoją żoną - też nie wiesz, co z tego wyniknie, ale liczysz, że będzie dobrze. Trudno powiedzieć, że będę szczęśliwy z tą blondynką, ale trzeba spróbować. Podobnie z piosenkami.
Macie własne brzmienie, ale gdzie można doszukać się korzeni waszej metalowej muzyki - czy to będą Laibach i Metallica?
Przyznajemy, że jesteśmy pod wpływem takich grup jak Ministry, Laibach, Pantera, Metallica i Prodigy. Nie widzimy nic złego w tym, że jesteśmy fanami takiej muzyki.
Metal metalem, ale wpływy muzyki klasycznej są u was równie bardzo widoczne. To was wyróżnia, choć metalowcy często popadają w typową dla klasyki monumentalność. Wagner i kto jeszcze?
Szczerze mówiąc nie sądzimy, żeby nasza muzyka miała jakiś związek z muzyką klasyczną. Może fakt, że jesteśmy Niemcami powoduje, że słychać u nas Wagnera. Naszym zdaniem, to jest bardziej wagnerianizm związany z genami niż naszym zafascynowaniem muzyką tego kompozytora. W naszej muzyce jest trochę ludycznego elementu, trochę prostoty, która trafia do wielu ludzi.
Jak wytłumaczycie artystyczne okrucieństwo waszych okładek. Dlaczego jest na nich tyle bólu i cierpienia? Gdzie jest granica między sztuką a okrucieństwem?
Lubimy wzbudzać kontrowersje i dlatego już na drugiej płycie zdecydowaliśmy się na zdjęcia Helnweina, bo lubimy jego podejście do sztuki i sposób, w jaki nas pokazał. Okazuje się, że zdjęcie zespołu może być czymś innym, prawdziwą sztuką, a nie tylko zwykłym, sztampowym ujęciem kilku ludzi.
Co sądzicie o sposobie, w jaki reżyser David Lynch wykorzystał wasz utwór w swoim filmie "Zagubiona autostrada"?
Kiedy zobaczyliśmy film, byliśmy zaszokowani. Chyba nikt nie przetłumaczył mu naszych utworów, bo ta piosenka była użyta w niewłaściwym momencie, w dziwnym kontekście filmu. Z drugiej strony idealnie pasowała do jego nastroju i swoistej intensywności, jaką prezentuje Lynch. Byliśmy natomiast bardzo zadowoleni z wideo do piosenki "Links 2,3,4" jakie zrobił Zoran. Pomysł na maszerujące mrówki był świetny choć byli tacy, którzy doszukiwali się w nim jakichś dziwnych kontekstów.
Skoro już mówimy o kontekstach, to jak reagujecie na zarzuty o faszystowskie skojarzenia w muzyce i waszych klipach? Szczególna krytyka spotkała was w USA.
Problem polegał na tym, że w Ameryce zrozumiano nasze teksty zupełnie na opak. Stąd fałszywa ocena tego, co sobą prezentujemy. By tego raz na zawsze uniknąć, chcemy dać jak najwierniejsze tłumaczenie tekstów w Internecie. Każdy będzie je wtedy mógł dobrze zrozumieć.
Co sądzicie o zjednoczeniu Europy, mając w pamięci wydarzenia podczas jednoczenia Niemiec?
Bardzo ważną kwestią jest sprawa odrębności kulturowej poszczególnych krajów, Mamy nadzieję, że kultura nie ucierpi przez zjednoczenie. Pozytywnym aspektem będzie zapewne wspólna waluta, czyli euro. To na pewno pomoże w handlu i rozliczeniach. Zostawilibyśmy tylko nazwy walut poszczególnych krajów.
Dwukrotnie już byliście w Polsce. Jakie macie wspomnienia? I tak na marginesie, dlaczego cały zespół ufarbował sobie włosy na brunatno?
Możesz nie uwierzyć, ale nie ma niczego, co by nam się w Polsce nie podobało. Szczerze. Jako zespół mamy dwa ulubione kraje - Meksyk i Polskę. Uważamy, że istnieją duże podobieństwa między Polakami i Meksykanami, jeśli chodzi o spontaniczną reakcję na koncercie. To jest niesamowite, dlatego cieszymy się, że znów spotkamy się z polskimi fanami, a nasze nowe fryzury - to po prostu zabawa. Kiedy jesteśmy w trasie, nasza ekipa liczy ponad sto osób i czasami są kłopoty ze zidentyfikowaniem nas, muzyków. By ułatwić sobie i innym życie, postanowiliśmy ufarbować włosy.
Źródło: Playboy

Zalogowani: 5













