.:: Prasa, radio, telewizja by pariser
Rammstein... człowiek płonie...
Rammstein... woń mięsa w powietrzu...
Rammstein... dziecko umiera...
Rammstein... słońce świeci...
Rammstein... morze płomieni...
Rammstein... krew krzepnie na asfalcie...
Rammstein... matki krzyczą...
Rammstein... słońce świeci...
Rammstein... masowy grób...
Rammstein... żadnej ucieczki...
Rammstein... nie śpiewa już żaden ptak...
Rammstein... a słońce świeci.
W ten, dość makabryczny, sposób prezentuje się wizytówka Rammstein. Myślę jednak, że tego zespołu nie trzeba nikomu przedstawiać ani polecać. Niemcy zwojowali już niemal cały świat i co dziwne, po zaledwie trzech albumach uzyskali popularność, której mogliby pozazdrościć muzycy z większym dorobkiem. Ktoś mógłby w tym momencie zapytać: a Linkin Park? Fakt, oni byli sławni już po debiucie, jednakże są jedynie zręcznie i bardzo dobrze wypromowanym produktem. Wracając do Rammstein, ich muzyka jest charakterystyczna i trudno jest nie rozpoznać któregoś z ich utworów lub pomylić z innym zespołem. Pod ich adresem padało już wiele oskarżeń; zarzucano im między innymi faszyzm, nazizm czy nawet homoseksualizm. Od początku grają, nagrywają i koncertują w niezmienionym składzie, a na każde ich wydawnictwo czeka się z niecierpliwością. Od ponad dwóch lat wypatrujemy ich kolejnej płyty, a w zamian otrzymujemy wydawnictwo w formacie DVD zatytułowane "Lichtspielhaus", które ma nam zrekompensować naszą wytrwałość. By dodatkowo urozmaicić i uprzyjemnić czas oczekiwania przyjrzyjmy się sylwetce tego tworu made in Germany.
Inicjatorem zespołu Rammstein był niejaki Richard Z. Kruspe-Bernstein, gitarzysta z ówczesnego NRD. Sytuacja w kraju zmusiła go, jak i wiele innych osób, do ucieczki ze swojego rodzinnego miasta. Po jakimś czasie osiadł w Berlinie Zachodnim, gdzie w 1993 roku założył kapelę o ciekawie brzmiącej nazwie Orgasm Death Gimmicks. Po upadku muru berlińskiego Richard powrócił do domu w Schwerin. W tym samym mieście pracował, jako wyplatacz koszy, niejaki Till Lindemann grający na perkusji w bandzie First Arsch. Na lokalnej scenie działały, wśród kilku innych, dwa zespoły: The Inchtabokatables oraz Die Firma. W tym pierwszym pogrywał na basie Oliver Riedel, w drugim zaś Christoph Doom Schneider zasiadał za zestawem perkusyjnym. Tak się złożyło, że Richard znał obydwu panów i po jakimś czasie zaczęli wspólnie pracować na d nowym projektem. Kruspe doszedł jednak do wniosku, że nie pogodzi tworzenia muzyki z pisaniem tekstów, więc zaprosił do współpracy "koszykarza" Tilla, który podśpiewywał sobie w trakcie pracy.
Cała czwórka już po niedługim okresie miała osiągnąć swój pierwszy sukces. Otóż nagrali oni demo specjalnie na potrzeby konkursu dla młodych kapel. Materiał ten dał im zwycięstwo, a nagrodą była sesja nagraniowa w profesjonalnym studio. Znajomy kwartetu, Paul Landers, gitarzysta formacji Feeling B. poszerzył skład po usłyszeniu wspomnianej taśmy. By dopełnić dzieła panowie potrzebowali osoby sprawnie obsługującej instrumenty klawiszowe. Po długich namowach i rozmyślaniach na propozycję przystał kolega Paula, Christian "Flake" Lorenz. Tak skonstruowana machina Rammstein ulokowała się w studio by nagrać debiut. Ujrzał on światło dzienne w 1995 roku i od tamtej pory nazwa zespołu nie znika z mediów. Jeśli chodzi o nazwę właśnie, to wielokrotnie próbowano ją tłumaczyć. Szukano jej znaczenie, zastanawiano się co niesie ze sobą słowo Rammstein. Oto jak wygląda rozwiązanie zagadki: nazwa pochodzi od miejscowości Ramstein, gdzie doszło do katastrofy lotniczej podczas odbywających się tam pokazów samolotów. Na terenie amerykańskiej bazy lotniczej, w wyniku zderzenia dwóch włoskich myśliwców zginęło lub odniosło rany około siedemdziesięciu osób. nazwa tego miasta, w którym doszło do tragedii była tak często powtarzana i przytaczana w mediach, że zapadła w pamięć muzykom i wykorzystali ją do ochrzczenia własnego zespołu. Richard i spółka dodali jeszcze jedno "m", jednakże przyjęcie tej nazwy było niejako prowokacją, a utwór "Rammstein" opisuje tamtą właśnie tragedię. Znalazł się on na pierwszej płycie i stał się niemalże hymnem tego sześcioosobowego państewka.
"Herzeleid", bo tak zwie się pierwsze wydawnictwo formacji odniósł sukces i przez wielu fanów jest uważany za najlepszy punkt w dyskografii. Krążek cechowała ciężka, momentami mroczna, pulsująca muzyka, wspierana charakterystycznym, niskim głosem Tilla. Dźwięki zawarte na debiucie przynoszą skojarzenia z potężną maszynerią, napędzaną olbrzymimi trybami i grubymi łańcuchami. Słuchając tego LP można wyobrazić olbrzymie tłoki pracujące w rytm "Asche zu Asche" lub "Herzeleid". Utwory "Weisses Fleisch" i "Leichzeit" swą energią mogłyby napędzać potężne mechanizmy, a miarowy takt pomp mógłby być wyznaczony przez transowe wręcz "Das Alte Leid" czy "Rammstein". W tak silnie industrialną wymowę idealnie wpasował się Till Lindemann, jak gdyby był operatorem tego całego mechanizmu. Wokalista cały czas operuje swoim ojczystym językiem, co w połączeniu z silną i rytmiczną muzyką, mogło wywołać, oczywiście błędne nazistowsko - faszystowskie skojarzenia. Oliwy do ognia dolewała także oprawa graficzna albumu, na której wszystkich sześciu, półnagich, dobrze zbudowanych (może z wyjątkiem Flak`e) muzyków, wyglądało jak podręcznikowy przykład tej "właściwej" rasy. Wg klawiszowca taka interpretacja to po prostu głupota. Twierdził, że niemieckie media są przewrażliwione na tym punkcie, gdyż niektórzy z publicystów dopatrzyli się podobieństwa w sposobie wymawiania "r" między Tillem, a wodzem trzeciej rzeszy. "Gdybyśmy byli Hiszpanami czy Holendrami, nie byłoby problemu" kwituje Flake. "Herzeleid" powstał w okresie, gdy członkowie Rammstein mieli problemy w swoich związkach, dlatego też tematyka tej płyty oscyluje wokół miłości. Teksty zamieszczone na "Cierpieniu serca" opisywały raczej jej ciemną stronę. W piosence "Wollt ihr das Bett in Flammen sehen" Till śpiewa: "Seks to bój / Miłość jest wojną", a z kolei w "Du riechst so gut" jedna ze zwrotek brzmi: "Trop jest świeży, a na most / Kapie twój pot, twa ciepła krew / Nie widzę cię / Tylko wyczuwam twój zapach / Jak drapieżnik wyjący z głodu / Wyczuwam cię z daleka". Warto też wspomnieć, że dwa utwory z płyty znalazły się na ścieżce dźwiękowej do filmu "Zagubiona autostrada" Davida Lyncha. Chodzi tu mianowicie o "Heirate mich" oraz "Rammstein". Druga płyta wydana w 1997 roku zatytułowana była "Sehnsucht". W odróżnieniu od mechanizmu debiutu, jego następca wchodzi bardziej w taneczny świat elektroniki. Nie ma już tu smarów i ciężkiej stalowej techniki lecz raczej delikatne struktury układów scalonych i półprzewodników. Chociaż "Tęsknota" również zawiera ciężkie granie, nie jest już tak mroczna jak "Herzeleid". Może wynikało to z faktu, że materiał został nagrany na słonecznej Malcie? Drugie dziecko formacji Rammstein nie wydaje się być już tak spójne jak debiut. Na pewno z wszystkich kompozycji wyróżniają się dwie: "Engel" i "Du Hast". Obie odniosły wielki sukces i chyba przyćmiły pozostałe piosenki, które znalazły się na "Sehnsucht". Muzykę Niemców zaczęto nazywać Tanz Metalem, ale nic w tym dziwnego biorąc pod uwagę takie kawałki jak "Küss mich" czy tytułowy track. Jednakże po tym krążku grupa zyskała należną jej sławę i rozgłos, które potwierdzone zostały koncertami w ramach Family Values Tour. Oprócz Rammstein udział w niej wzięli Korn, Limp Bizkit, Ice Cube i Orgy. Zespół został także wyróżniony przez legendy z Kiss, którzy wybrali naszych zachodnich sąsiadów jako support na ich trasie w Ameryce Południowej i Środkowej. Skoro już o koncertach mowa, to nie można nie wspomnieć o "Live aus Berlin", wydawnictwie zawierającym zapis występu Rammstein w stolicy Niemiec. Gig ten został również wydany w postaci DVD, które ukazuje do czego są zdolni panowie Till, Richard, Flake, Christoph, Oliver i Paul podczas występów na żywo. Bez cienia wątpliwości można je nazwać wielkim show, podczas którego dzieje się wiele ciekawych rzeczy: wybuchy fajerwerków, zabawy z ogniem czy też wykorzystywanie najprzeróżniejszych gadżetów. I tak podczas śpiewania "Bestrafe mich" Lindemann okłada się pejczem, w "Weisses Fleisch" w biegu pokonuje chyba dystans maratonu w iskrzących butach. Z kolei "Asche zu Asche" to moment kiedy płoną mikrofony Richarda i Paula, a "Wilder Wein" prezentuje panów w pokaźnych kapeluszach sombrero. Największą jednak wrzawę wśród publiczności wywołuje wykonanie dwóch utworów, a dokładnie "Bück dich" i "Rammstein". W trakcie pierwszego Till wyciąga ze spodni gumowego członka i "wypróbowuje" go na Flake`u, natomiast gdy rozbrzmiewają riffy "Rammstein" wokalista wchodzi na scenę w płonącym płaszczu. Cały koncert kończy się balladą "Seemann", podczas której Flake odbywa krótką podróż w pontonie unoszonym przez fanów. Kto miał okazję zobaczyć Rammstein na żywo wie, że niespodzianek jest więcej, a występ pozostawia po sobie niezatarte wrażenie.
Rok 2001 przynosi nam "Mutter", czyli trzeci album. Muzyka znowu jest mroczna, od otwierającego całość, lekko smyczkowego "Mein Herz Brennt", poprzez operowe sample w "Sonne", chłodny klimat "Mutter", aż po nostalgiczny "Nebel". Nie ma już tanecznego klimatu, takiego jak na "Sehnsucht", ale są również, oprócz wyżej wymienionych "Ballad", silne ciosy w postaci "Links 234", "Feuer Frei", "Rein Raus" czy "Adios". Rammstein znów zaskoczył i udowodnił, że jest jednym z najlepszych zespołów końcówki lat 90. oraz przełomu wieków. Pól roku po ukazaniu się "Mutter" ukazuje się jej specjalna jej wersja, z dodatkowym dyskiem zawierającym wersje koncertowe czterech utworów z "trójki". W lutym 2002 roku Rammstein pojawia się w ambitnym filmie "Triple X" wykonując w jednej z jego scen kawałek "Feuer Frei". Po trasie promującej "Mutter" troszkę jakby ucichło o studyjnej działalności Richarda i jego kolegów. Na domiar tego otrzymujemy DVD "Lichtspielhaus", wydawnictwo ukazujące nam Rammstein już znany. Zawiera ono wszystkie dotychczasowe teledyski zespołu, relacje z koncertów z lat 1996, 1997, 1998 oraz 2001, relacje z planów zdjęciowych do wideoklipów "Du Hast", "Du riecht so gut", "Sonne", "Links 234". "Ich Will", a także kilka trailerów.
Oczywiście wszystko co ukaże się po szyldem Rammstein cieszy, ale ze zniecierpliwieniem czekamy na nowy, studyjny materiał naszych ulubieńców. Obecnie panowie przebywają w studio nagrywając swoje czwarte dzieło. Czy pójdą w nowe rejony, czy może też powrócą do stylu "Herzeleid"? tego dowiemy się dopiero po premierze, która miejmy nadzieję, nie będzie przeciągać się w czasie. Osobiście sądzę, że nowy krążek udowodni wielkość Rammstein i sprawi, że przy jego dźwiękach, z zapałem przeglądać będziemy słowniki niemiecko-polskie aby rozszyfrować dwuznaczność tekstów Tilla. Czego sobie i fanom zespołu życzę.
Autor: Artur Cymara
Źródło: Metal Hammer

Zalogowani: 5













