news zespół twórczość fanklub forum
Newsy
Skocz Do
Jesteś z "pokolenia"...
Musisz być zalogowany aby zagłosować.
Skomentuj na forum
Archiwum sond
Galeria
Polecamy
lastfm

.:: Prasa, radio, telewizja by pariser

(11.1998)

Till Lindemann, wokalista zespołu Rammstein, śpiewa na scenie romantyczne piosenki, podczas których pochłonięty jest od stóp do głów przez płomienie. W tym samym czasie klawiszowiec Flake, zrywa fosforyzujące tuby ze swojej nagiej piersi. Zapytacie, po co to wszystko? Ponieważ "uważamy, że idea "czystego rocka" zmierza do bycia trochę nudną" mówi założyciel i gitarzysta zespołu Richard Kruspe. "Używamy efektów wizualnych, tak jak to robią pirotechnicy i robimy to, aby wzbogacić muzykę i wzbogacić przedstawienie. Dzięki temu wszystko staje się bardziej teatralne". Do smagania batem dołącz zianie ogniem, nie wspominając o muzyce, i masz Rammsteinowy przepis na międzynarodowy sukces.

Rammstein założony w 1993 roku we wschodnim Berlinie, przez kilka lat żeglował ku szczytom w ich ojczystych Niemczech. Od tamtego czasu, szturmem zdobył resztę świata. Właśnie skończywszy występy w całych Stanach Zjednoczonych, wspomagając Korn w ich 'Family Values Tour', członkowie Rammsteina - do Tilla, Flake i Richarda należy dodać Paula Landersa gitarzystę, Olivera Riedel'a basistę i Christopha Schneidera perkusistę - zrobili sobie kilka chwil przerwy od ich ogniowej nawałnicy, żeby pogawędzić z NY Rock.

Zacznijmy od rzeczy najmniej przyjemnych. Niemiecka prasa stale oskarża was o to, że skłaniacie się ku faszyzmowi.

Richard: Myślę, że byłoby uczciwie, gdyby prasa zapytała nas o to, zamiast rozsiewać plotki, że jesteśmy faszystami, nazistami i Bóg wie czym jeszcze. Sądzę, że to okropny sposób wykorzystywania swojej siły przez media. Oczerniają kogoś, rozsiewają wredne i bezpodstawne plotki, a potem zastanawiają się czemu zespół reaguje mniej niż przyjaźnie. Czasem mnie to zastanawia czy dziennikarze kiedykolwiek zdadzą sobie sprawę z tego co robią gdy oskarżają nas w ten sposób. Pomówienie zespołu o posiadanie faszystowskich tendencji przyciąga faszystowską publiczność nawet wtedy, gdy zespół nie ma nic wspólnego z faszyzmem. W Stanach nigdy nie było takiego problemu, publiczność odbierała nasze show za to, czym ono było: za przedstawienie, za świetne show. Wiesz, czasem myślę, że większość z nich (dziennikarzy - przyp. rabbit) po prostu nie jest wystarczająco bystra, żeby zorientować się, że show z dużą ilością fajerwerków to po prostu dobre show. Nie wszystko ma konotacje polityczne, ale to bardzo niemieckie, żeby starać się znaleźć przysłowiową muchę w zupie. Dodatkowo jesteśmy Niemcami. Więc, oczywiście nas nie lubią (oni = dziennikarze - przyp. rabbit).

Till: Jest na to doskonałe wytłumaczenie: ograniczenie umysłowe.

Mieliście w Niemczech poważne problemy, żeby zaistnieć na falach radiowych. Sprzedawaliście wszystkie bilety na koncerty na stadionach i na festiwalach gdzie byliście gwiazdami, ale w rozgłośniach było inaczej.

Flake: To aspekt polityczny. Chciano z nas zrobić zespół polityczny i to jest naprawdę dziwne, bo starano się znaleźć coś politycznego z a wszelką cenę, tylko po to, żeby nas publicznie potępić. To histeria mediów. Nie jest niczym złym, gdy jeden DJ lub VJ nie lubi naszej muzyki. W porządku - nie wszystkich zadowolisz, ale żeby być "w porządku" w stosunku do swojej pracy, powinien robić ją dobrze i nie starać się nas zaszufladkować czy kłaść na naszą muzykę zakazy.

Oliver: To jest właśnie sedno sprawy. Wszystko, czego chcemy to to, żeby byli otwarci. Ale oni wykorzystują swoją pozycję. Wg mnie DJ i VJ pracuje w przybytku użyteczności publicznej. Jeżeli chce grać tylko tę muzykę którą lubi, powinien zostać w domu i słuchać swoich albumów. W ten sposób dziennikarze dyskredytują zespoły, tylko dlatego, że nie są w ich guście. Uważam to za wysoce nieprofesjonalne.

Richard: Nigdy się tak nie zdarzyło w Stanach. Ludzie tam są mniej spięci. Biorą to na luzie. Widzą świetne show i przychodzą żeby się nim cieszyć - to wszystko. Nie starają się wyczytać nic ponad to, co jest.

Słyszałam plotki o tym, jak traktujecie krytyków. Przykuliście kajdankami do krzesła pewnego edytora, rozproszyliście materiały pirotechniczne wokół niego i pozwoliliście by to jego koledzy go znaleźli, gdy wy w tym czasie byliście na scenie jako gwiazda festiwalu.

Flake: Cha, cha, cha! To prawda, ale on sobie na to zasłużył. Nie traktował nas uczciwie. Dyskredytował nas i rzucał przez cały czas oszczerstwa. A my wykorzystaliśmy odpowiedni moment, wiedzieliśmy, że możemy zrobić taką zasadzkę. Najzabawniejsze jednak było to, że to był festiwal, na którym on był jego edytorem, a my jego gwiazdą.

Richard: Na pewno dostał to, na co zasłużył. Nie skrzywdziliśmy go w żaden sposób. Nie byliśmy agresywni, ale stał się on przez chwile pośmiewiskiem. Może to mu pomoże przemyśleć kilka rzeczy, może to pomoże innym zespołom.

Co się wydarzyło między Ozzy Osbournem a Rammsteinem? Plotka głosi, że Ozzy był zły, bo zażartowaliście z niego i mieliście większe świetlne show niż sam mistrz.

Richard: Wszystko zaczęło się od nieporozumienia, że byliśmy jego supportem. To był festiwal i byliśmy współ-gwiazdą nie supportem, lecz najwyraźniej nikt nie śmiał powiedzieć o tym Ozzy'emu i był trochę wkurzony, że nasz show był większy niż jego.

To wszystko?

Richard: Niezupełnie, ale reszta jest jeszcze bardziej niedorzeczna. To po prostu żart.

To brzmi intrygująco.

Richard: Właściwie to był błąd, zwykły błąd. Ozzy nie robił z tego wielkiego szumu, tylko raczej jego żona Sharon.

Więc co się właściwie stało?

Richard: Jeden z członków naszej załogi, z którą jeździmy na trasy, zapomniał kabla. Nasze pirotechniczne show wymaga wielu przygotowań i sprzętu, a on po prostu zapomniał kabla. Podczas występu Ozzy'ego "padł kabel". Właściwie nic się nie stało - po prostu "padł kabel". Till i ja staliśmy z boku sceny i oglądaliśmy występ i nagle pojawiła się Sharon i zaczęła wrzeszczeć. Oskarżyła nas, że chcieliśmy zepsuć jego show. To szaleństwo, naprawdę podobał mi się występ i myślę, że ich gitarzysta jest jednym z najlepszych.

Ilość waszych fanów w Ameryce nie rośnie sobie, ot tak, zwyczajnie, ale wydaje się eksplodować. Jak to się stało?

Richard: Nie wiem, ale to samo zdarzyło się w Europie. Fani pojawili się z nikąd. Wiesz, w Stanach to nawet idzie szybciej. Stany po porostu idą szybko i nie zostają w tyle jak Europa.

Jestem trochę zaskoczona, że nie wydaliście dla Stanów albumu z angielskimi tekstami.

Flake: Bawiliśmy się z tym pomysłem i Till próbował śpiewać niektóre piosenki po angielsku, ale nie brzmiało to dobrze. Pamiętam kiedyś jak byłem młody, poszedłem zobaczyć koncert Boba Dylana. Nie rozumiałem ani słowa, ale i tak poszedłem go zobaczyć. Myślę, że chodzi o muzykę, nie o tekst.

Oliver: Wiesz, to nie ma znaczenia gdzie byliśmy, jakim językiem mówili ludzie. Reakcje, jakie odbieraliśmy były prawie takie same. Myślę, że dużo pomogły piosenki, które zrobiliśmy jako soundtrack dla "Lost Highway" - "Rammstein" i "Heirate Mich" (włączenie tych dwóch piosenek przyszło mniej więcej w tym samym czasie, gdy zespół chciał żeby David Lynch reżyserował ich pierwsze video. Lynch był jednak zbyt zajęty filmem "Lost Highway", ale zakochał się w ich debiutanckim albumie "Herzeleid" tak bardzo, że włączył ich dwie piosenki do filmu). Szwecja była osobliwie zabawna, publiczność próbowała z nami śpiewać ze szwedzkim akcentem.

Więc niemieckie teksty nie wydają się stanowić problemu.

Richard: W ogóle! Jestem naprawdę zaskoczony jak wiele ludzi może z nami śpiewać. Ale wiesz, dorastaliśmy za żelazną kurtyna, kiedy zaczęliśmy słuchać muzyki, a dokładniej amerykańskiej muzyki. Nie rozumieliśmy słów i nie było to ważne. Myślę, że uczucia, emocje, które oni (fani - przyp. rabbit) otrzymują są tak naprawdę ważne. Może nawet słuchając piosenek w innym języku dodaje to wszystkiemu posmaku tajemniczości.

Wydaje się, że macie status zespołu kultowego.

Richard: Nie nazwałbym tego kultem, nie widzę Rammsteina jako zespołu kultowego. Jesteśmy zespołem złożonym z sześciu muzyków i nikt nie jest liderem ani osobą kultową. Oczywiście Till jest piosenkarzem i ma więcej zainteresowania, ale to jest normalne. Każdy piosenkarz jest "na świeczniku".

Koncertowaliście już raz w Ameryce (późnym '97), więc epizod na 'Family Values tour' nie był dla was nowością. Jakie były wasze pierwsze wrażenia?

Richard: Myślę, że najważniejszą rzeczą dla nas było to, że mieliśmy kontakt z publicznością, mimo, że nie mieliśmy wtedy swoich fajerwerków, żeby ją nimi zachwycić. Sprawiło mi dużo radości uświadomienie sobie, że to naszą muzykę ludzie lubią. Nie ma nic złego w efektach specjalnych jak długo muzyka jest wciąż dobra i mocna, ale sądzę, że zawsze jest niebezpieczeństwo zaniedbania jednej rzeczy dla na rzecz drugiej. To nie takie łatwe zachować balans między dobrym show, świetnym spektaklem a po prostu dobrą muzyką.

Trudno jest, wyobrazić sobie was bez efektów specjalnych: ognia, bomb, świateł, sztucznych ogni. Dlaczego musieliście wtedy z nich zrezygnować?

Richard: Byliśmy w trasie, jeździliśmy od stanu do stanu, a każdy z nich ma swoje prawo. Ludzie tam traktują swoją pracę bardzo serio. Nawet bardziej niż w Niemczech, jeśli potrafisz to sobie wyobrazić.

Czy problem było to, że jesteście Niemcami?

Richard: Myślę, że raczej sednem tej sprawy było to, ze jesteśmy obcokrajowcami. Wszyscy byli ostrożni - w Santa Ana skonfiskowano nasz sprzęt, nie ten muzyczny, ale wszystko, czego potrzebowaliśmy do fajerwerków i całego show. Było beznadziejnie, ale nauczyło to nas, że niemożliwa jest organizacja z Europy. Więc na tę trasę jesteśmy lepiej przygotowani.

Till: Tym razem publiczność dostanie muzykę i fajerwerki na najwyższym poziomie.

Zaczęliście więcej pracować z keyboardem i samplami niż z ciężkimi gitarami.

Flake: Zgadza się, tak to planowaliśmy. Myślę, że teraz słuchanie naszych piosenek jest mniej stresujące i mniej męczące. Wiesz, jeśli słuchasz pięciu lub sześciu piosenek z ciężkimi gitarami, to może to zacząć być nużące. Więc sample brzmią zdecydowanie lepiej.

Richard: Ja natomiast sądzę, że należy utrzymać przyzwoity balans i nasze starania o dotarcie do publiczności zmierza w dobrym kierunku. Spróbowaliśmy czegoś nowego, jeśli się nam nie będzie podobało, spróbujemy jeszcze czegoś. Łatwiej jest wracać niż iść do przodu.

Oliver: Nie ma wielu ludzi, którzy słuchają albumów skupionych na gitarach. Mam na myśli to, że nie słuchają ich od pierwszej do ostatniej piosenki. Po chwili gitary stają się irytujące i wyłączasz je. Ale nie pożegnaliśmy się na dobre z dźwiękiem gitar.

Czy myślicie, że wasz amerykański sukces wyalienuje waszą niemiecką publiczność?

Richard: Czemu miałoby się tak stać? Sporo koncertujemy w Niemczech i Europie. Ameryka jest dla nas nowym wyzwaniem, ale to znowu takie typowe Niemieckie myślenie - zazdrość. Nie sądzę, żeby nasza publiczność, nasi fani mieli coś przeciwko, ale nasi krytycy - tak, na pewno. Nie powiedzą "świetnie, niemiecki zespół odniósł sukces, sukces międzynarodowy". Oni są zbyt zazdrośni. Jeszcze rok temu większość Amerykanów nie znała żadnego niemieckiego zespołu - może z wyjątkiem Niny (Hagen), Kreftwerka i przypuszczalnie Scorpionsów. Jestem dumny z naszego sukcesu w Ameryce, ale na pewno pewni ludzie w Niemczech stwierdzą, że ktoś nas "pcha".

Czy trasa koncertowa was nie wykańcza?

Richard: O tak. Myślę, że potrzebujemy trochę przerwy. Gdy grasz za dużo, za często, gdy jesteś non-stop w trasie, nie możesz być naprawdę kreatywny, no i tracisz sporo czasu. Twoje życie zdaje się uciekać. Musisz mieć trochę wolnego, żeby pisać nowe piosenki. Musisz się relaksować a później "dostać kopa". Musisz być zdolny do przełamania totalnego znużenia. Tak to przynajmniej działa na mnie.

Ale czy "akcja" nie jest czymś kreatywnym?

Richard: Tak jest, ale i jednocześnie nie jest. Podczas show powtarzasz to, co już zrobiłeś. Grasz wiąż te same piosenki, a dopiero pisanie i składanie ich jest naprawdę kreatywne.

Co sądzicie o Ameryce? Jakie są różnice miedzy Europą i Ameryką?

Oliver: Dla mnie Ameryka jest świetna. Jest wysoko na naszej liście priorytetów - w odróżnieniu od Japonii. A ta duża różnica...

Richard: Kobiety! Amerykańskie kobiety są bardziej otwarte niż Europejki, niż Niemki. Podchodzą, rozmawiają i nie robią z tego "wielkiego hallo".

Autor: Gabriell

Źródło: MTV

Tłumaczenie: Rabbit

load
Ogłoszenia

» Mapa fanów Rammstein

Logowanie
Login:
Hasło:

+ Zarejestruj się

+ Zapomniałem hasła

Skocz Do
Online
Na stronie: 15
Zalogowani: 4